muzyka w erze ai
muzyka w erze ai

Jak AI wysysa duszę z muzyki?

Jak AI wysysa duszę z muzyki?

Muzyka jest uniwersalnym językiem ludzkości, który stanowi połączenie między twórcą a słuchaczem. Mimo że ludzkie emocje przemijają, autorzy zamykają je w tekście, który jesteśmy w stanie przeżywać razem z nim. 

Odkąd sięgam pamięcią, każdy słuchany utwór traktowałem jako zapis czyichś przeżyć i doznań. Za każdym razem czułem jakby po drugiej stronie znajdował się człowiek, który przekazuje mi swoją historię. 

Dla mnie piosenka jest niczym intymny pamiętnik, do którego autor pozwala mi zajrzeć. Nie jest to jak powierzchowna konwersacja. To stały zapis, dzięki któremu mogę wielokrotnie wracać do tej samej emocji. Niezależnie czy słucham danego utworu w samotności, czy z innymi na koncercie. To właśnie dzięki połączeniu przez autora melodii, tekstu, emocji oraz przeżyć, jego historia staje się dla mnie inspiracją lub ostrzeżeniem. Piosenki nie tylko wzruszają, ale i uczą, ponieważ pozwalają nam na doświadczenie czyjejś życiowej lekcji bez konieczności przeżywania jej samemu.

Dlatego po drugiej stronie powinien znajdować się człowiek. Artysta, który przeżył konkretne emocje oraz sytuacje, jest w stanie zamknąć je w tekście, który będzie rezonował z drugim człowiekiem. W tym tkwi sedno mojej niechęci do wykorzystywania sztucznej inteligencji w procesie twórczym. Bazując na algorytmach, AI jest w stanie stworzyć muzykę, poprzez naśladowanie stylów i melodii. Pozwala to na produkcję utworów podobnych do tych, które kochamy. Jednakże w te „sztuczne” utwory nie da się tchnąć autentycznego stanu emocjonalnego.

Poprzez tworzenie muzyki za pomocą sztucznej inteligencji, utwór przestaje być językiem ludzkości, a staje się wyłącznie algorytmem.

Wówczas dostajemy nieautentyczną, pustą imitację, pozbawioną przekazywanych przez człowieka emocji.

Stawiamy na transparentność i profesjonalizm. Korzystamy ze zróżnicowanego finansowania, w tym z dotacji, aby budować silne media obywatelskie.

Fundamentem naszej wolności słowa pozostają jednak darowizny od Was. Wspólnie tworzymy rzetelne dziennikarstwo. Twoja wpłata to bezpośrednia inwestycja w prawdę i merytoryczną walkę z dezinformacją.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z naszymi działaniami! Zapisz się do newslettera, aby nie przegapić nadchodzących wydarzeń, nowych publikacji i ważnych ogłoszeń.


Hej! To też może Cię zainteresować!

Decyzje o architekturze informatycznej państwa rzadko trafiają na czołówki gazet. Ale tym razem sprawa jest zbyt poważna, żeby milczeć. 27 października 2025 roku minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz podpisał list intencyjny z amerykańską korporacją Palantir Technologies. Minister nazwał ten dokument „krokiem milowym”.

Dla wielu Warszawa wciąż pozostaje miastem, z którego można być dumnym. W końcu w trakcie II wojny światowej ponad 80 procent jej zabudowy legło w gruzach, a dziś trzeba uważnie przyjrzeć się różnym uliczkom, by rzeczywiście dostrzec ślady tej katastrofy. Warszawa ma drapacze chmur, osiedla premium, jedyne w Polsce metro, prestiżowe uczelnie i status największej polskiej metropolii. Jednak odłóżmy na chwilę na bok patetyczne opowieści o mieście feniksie, które znamy z podręczników i rodzinnych wspomnień. Zamiast tego zadajmy sobie pytanie: czy współczesna Warszawa jest rzeczywiście dobrze funkcjonującą metropolią, czy może stoi na glinianych nogach?

Relacje polsko-ukraińskie już od dłuższego czasu są napięte, lecz ostatnie wydarzenia dolały kilku litrów oliwy do ledwo tlącego się ognia. Decyzją prezydenta Ukrainy jednostka specjalna SSO „Północ” otrzymała imię „Bohaterów UPA”. Kto na lekcjach historii nie uważał, powinien dokładnie przeczytać następne zdania. Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) powstała pod koniec 1942 roku i była ściśle powiązana z OUN-B (Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów) kierowaną przez Stepana Banderę.

Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział rozpoczęcie prac nad nową Konstytucją RP - projektem, który już na starcie wywołał szeroką debatę polityczną i medialną

Firmy są w stanie przekroczyć granice smaku, szacunku i godności, aby zyskać rozgłos. Jednak czy warto? To pytanie głośno wybrzmiało w mojej głowie po ostatniej „akcji” Pasibusa, który postanowił wejść z butami w świat streamingu.