Czy rząd odda nasze dane bez przetargu? Czas na otwartą debatę o Palantirze

Czy rząd odda nasze dane bez przetargu? Czas na otwartą debatę o Palantirze

fot. Yawnbox, CC BY-SA 4.0

Decyzje o architekturze informatycznej państwa rzadko trafiają na czołówki gazet. Ale tym razem sprawa jest zbyt poważna, żeby milczeć. 27 października 2025 roku minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz podpisał list intencyjny z amerykańską korporacją Palantir Technologies. Minister nazwał ten dokument „krokiem milowym”.

Problem polega na tym, że wszystko odbyło się bez otwartego przetargu, bez debaty w Sejmie i bez ujawnionej oceny ryzyka. I choć nie jest to jeszcze wiążąca umowa, organizacje obywatelskie i kampania „Nasze Dane” słusznie biją na alarm.

Z kim dokładnie rozmawia ministerstwo?

Palantir nie jest typowym dostawcą oprogramowania. Firma została założona w 2003 roku. Wśród twórców jest miliarder Peter Thiel, który m.in. sfinansował kampanię senatora JD Vance’a kwotą kilkunastu milionów dolarów. Swoje pierwsze potężne fundusze na rozwój spółka otrzymała z In-Q-Tel, czyli funduszu venture capital amerykańskiej agencji CIA. Do dzisiaj korporacja żyje głównie z kontraktów rządowych z USA, w tym od Departamentu Obrony.

Model biznesowy Palantira to tak zwana „złota klatka”. Firma nie sprzedaje gotowego programu w pudełku. Zamiast tego osadza swoich inżynierów wewnątrz instytucji, wciąga dane do swojej zamkniętej infrastruktury i sprawia, że ewentualne wyjście z systemu jest ekstremalnie trudne i kosztowne. Boleśnie przekonała się o tym policja w Nowym Jorku w 2017 roku.

Z korporacją wiążą się również olbrzymie kontrowersje. W Stanach Zjednoczonych zbudowali dla służby ICE system ImmigrationOS. Narzędzie to łączy dane podatkowe i paszportowe, aby precyzyjnie typować ludzi do deportacji. Na arenie międzynarodowej spółka w 2024 roku pochwaliła się „strategicznym partnerstwem” z izraelskim Ministerstwem Obrony w celu „wsparcia wysiłku wojennego kraju”. 

Z kolei w raporcie z 2025 roku Specjalna Sprawozdawczyni ONZ wskazała na „uzasadnione podstawy, by sądzić”, że technologia Palantira służy zautomatyzowanemu podejmowaniu decyzji na polu bitwy. Prezes firmy, Alex Karp, zapytany publicznie o to, czy ich systemy zabijają Palestyńczyków, odparł wprost: „Głównie terrorystów. To prawda.”.

Dlaczego Europa ucieka od Palantira?

Podczas gdy polskie MON planuje współpracę, kraje zachodnie podchodzą do tej technologii po chłodnej analizie ryzyka i z niej rezygnują.

W Szwajcarii aż dziewięć federalnych instytucji odmówiło współpracy. W grudniu 2024 roku sztab armii oficjalnie zalecił rezygnację, wskazując wprost na zagrożenie udostępnienia wrażliwych danych amerykańskiemu rządowi.

Trybunał Konstytucyjny w Niemczech orzekł, że tworzenie profili obywateli „jednym kliknięciem” jest niezgodne z ustawą zasadniczą. Co więcej, niemiecki wywiad wewnętrzny postawił na rozwiązania europejskie.

Wywiad francuski (DGSI) wymienia amerykańskiego Palantira na własny system ChapsVision. Premier Francji Sébastien Lecornu skwitował sprawę krótko, mówiąc, że państwo „nie może polegać na narzędziach obcych mocarstw”.

Musimy też pamiętać o prawie. Amerykański CLOUD Act to ustawa pozwalająca władzom USA żądać dostępu do danych od własnych firm, niezależnie od tego, w jakim państwie fizycznie stoją ich serwery.

Alternatywy mamy na wyciągnięcie ręki

Nikt przy zdrowych zmysłach nie żąda, aby polskie wojsko wróciło do papierowych map i ołówków. Potrzebujemy technologii. Ale polskie i europejskie opcje już istnieją. W grudniu 2025 roku, czyli dwa miesiące po liście intencyjnym z Amerykanami Dowództwo Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni podpisało porozumienie z polską firmą analityczną DataWalk i zaczęło jej testy. Rozwijamy również państwowy, suwerenny model językowy o otwartym kodzie, czyli PLLuM.

W czerwcu 2026 roku rząd przyjął Strategię Cyfryzacji Państwa. Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski powiedział wprost: „Kto nie kontroluje swojej technologii, ten oddaje dostęp do swojego państwa”. Zauważył też, że amerykańskie korporacje to nie jest ziemia obiecana. Dlaczego więc działania drugiego ministerstwa zdają się temu całkowicie przeczyć?

Obywatelskie „sprawdzam”

Oddanie kluczy do infrastruktury krytycznej państwa bez otwartego postępowania budzi uzasadnione pytania. Jako redakcja z uwagą przyglądamy się tej sprawie i jesteśmy ciekawi, jak ministerstwo odniesie się do wezwań formułowanych przez obywatelską kampanię „Nasze Dane”. Jej twórcy zwracają uwagę rządu na cztery kluczowe kwestie:

  1. Jawność: Opublikowanie treści listu intencyjnego oraz wszystkich projektów umów wykonawczych. Obywatele powinni wiedzieć, na co zgadza się państwo.
  2. Audyt: Przeprowadzenie niezależnej oceny ryzyka dla suwerenności danych – dokładnie takiej, jaką zamówili Szwajcarzy.
  3. Przetarg: Uruchomienie uczciwego postępowania, w którym na równych zasadach mogłyby wystartować polskie i europejskie firmy analityczne.
  4. Debata: Decyzje budujące architekturę państwową na dekady powinny być dyskutowane w Sejmie, a nie ustalane jednym podpisem w gabinecie.

Będziemy uważnie śledzić dalsze kroki resortu. Jeśli procedury dotyczące zarządzania własnymi danymi nie będą w pełni transparentne dzisiaj, w przyszłości społeczeństwo może całkowicie stracić nad nimi kontrolę.

Stawiamy na transparentność i profesjonalizm. Korzystamy ze zróżnicowanego finansowania, w tym z dotacji, aby budować silne media obywatelskie.

Fundamentem naszej wolności słowa pozostają jednak darowizny od Was. Wspólnie tworzymy rzetelne dziennikarstwo. Twoja wpłata to bezpośrednia inwestycja w prawdę i merytoryczną walkę z dezinformacją.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z naszymi działaniami! Zapisz się do newslettera, aby nie przegapić nadchodzących wydarzeń, nowych publikacji i ważnych ogłoszeń.


Hej! To też może Cię zainteresować!

Dla wielu Warszawa wciąż pozostaje miastem, z którego można być dumnym. W końcu w trakcie II wojny światowej ponad 80 procent jej zabudowy legło w gruzach, a dziś trzeba uważnie przyjrzeć się różnym uliczkom, by rzeczywiście dostrzec ślady tej katastrofy. Warszawa ma drapacze chmur, osiedla premium, jedyne w Polsce metro, prestiżowe uczelnie i status największej polskiej metropolii. Jednak odłóżmy na chwilę na bok patetyczne opowieści o mieście feniksie, które znamy z podręczników i rodzinnych wspomnień. Zamiast tego zadajmy sobie pytanie: czy współczesna Warszawa jest rzeczywiście dobrze funkcjonującą metropolią, czy może stoi na glinianych nogach?

Relacje polsko-ukraińskie już od dłuższego czasu są napięte, lecz ostatnie wydarzenia dolały kilku litrów oliwy do ledwo tlącego się ognia. Decyzją prezydenta Ukrainy jednostka specjalna SSO „Północ” otrzymała imię „Bohaterów UPA”. Kto na lekcjach historii nie uważał, powinien dokładnie przeczytać następne zdania. Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) powstała pod koniec 1942 roku i była ściśle powiązana z OUN-B (Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów) kierowaną przez Stepana Banderę.

Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział rozpoczęcie prac nad nową Konstytucją RP - projektem, który już na starcie wywołał szeroką debatę polityczną i medialną

Firmy są w stanie przekroczyć granice smaku, szacunku i godności, aby zyskać rozgłos. Jednak czy warto? To pytanie głośno wybrzmiało w mojej głowie po ostatniej „akcji” Pasibusa, który postanowił wejść z butami w świat streamingu.

Dzisiejszy brutalny atak na kobietę przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie zakończył się zatrzymaniem 37-letniego sprawcy, który w stanie nietrzeźwości i pod wpływem środków odurzających dokonał dotkliwego pobicia przypadkowej osoby. Dzięki natychmiastowej interwencji funkcjonariusza policji napastnik został obezwładniony, co zapobiegło tragicznej eskalacji przemocy w samym centrum miasta.