historyczny wyrok tsue w sprawie uznawania małżeństw jednopłciowych
historyczny wyrok tsue w sprawie uznawania małżeństw jednopłciowych

Historyczny wyrok TSUE w sprawie uznawania małżeństw jednopłciowych

Historyczny wyrok TSUE w sprawie uznawania małżeństw jednopłciowych

Markus Müller, CC0

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał we wtorek przełomowe orzeczenie, zobowiązując państwa członkowskie do uznawania małżeństw par tej samej płci, które zostały legalnie zawarte w innym kraju UE. Decyzja ta zapadła w kontekście sprawy dotyczącej pary Polaków. Choć państwa członkowskie zachowują kompetencje w zakresie prawa małżeńskiego, to jednak muszą przestrzegać prawa Unii, gwarantującego obywatelom swobodę przemieszczania się i życia rodzinnego na terenie Wspólnoty.

Sprawa dotyczyła dwóch obywateli Polski, którzy w 2018 roku zawarli związek małżeński w Berlinie. Gdy para zamierzała przenieść się do Polski i złożyła wniosek o wpisanie ich niemieckiego aktu małżeństwa do polskiego rejestru stanu cywilnego, spotkała się z odmową. Uzasadnieniem był fakt, że polskie prawo nie przewiduje możliwości uznania małżeństw osób tej samej płci. Odmowa ta została zakwestionowana, a sprawa ostatecznie trafiła przed TSUE, który uznał, że takie działanie jest sprzeczne z prawem unijnym.

Warto podkreślić, że orzeczenie Trybunału nie nakłada na Polskę ani inne państwa obowiązku legalizacji małżeństw jednopłciowych w prawie krajowym. Wymaga jednak, aby państwa członkowskie uznały istnienie i ważność takiego związku, jeśli został on prawnie zawarty za granicą w innym kraju Unii. To zobowiązanie ma na celu zapewnienie realizacji podstawowych praw unijnych obywateli do swobody przemieszczania się i prowadzenia normalnego życia rodzinnego w każdym państwie członkowskim, niezależnie od ich orientacji.

Stawiamy na transparentność i profesjonalizm. Korzystamy ze zróżnicowanego finansowania, w tym z dotacji, aby budować silne media obywatelskie.

Fundamentem naszej wolności słowa pozostają jednak darowizny od Was. Wspólnie tworzymy rzetelne dziennikarstwo. Twoja wpłata to bezpośrednia inwestycja w prawdę i merytoryczną walkę z dezinformacją.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z naszymi działaniami! Zapisz się do newslettera, aby nie przegapić nadchodzących wydarzeń, nowych publikacji i ważnych ogłoszeń.


Hej! To też może Cię zainteresować!

Decyzje o architekturze informatycznej państwa rzadko trafiają na czołówki gazet. Ale tym razem sprawa jest zbyt poważna, żeby milczeć. 27 października 2025 roku minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz podpisał list intencyjny z amerykańską korporacją Palantir Technologies. Minister nazwał ten dokument „krokiem milowym”.

Dla wielu Warszawa wciąż pozostaje miastem, z którego można być dumnym. W końcu w trakcie II wojny światowej ponad 80 procent jej zabudowy legło w gruzach, a dziś trzeba uważnie przyjrzeć się różnym uliczkom, by rzeczywiście dostrzec ślady tej katastrofy. Warszawa ma drapacze chmur, osiedla premium, jedyne w Polsce metro, prestiżowe uczelnie i status największej polskiej metropolii. Jednak odłóżmy na chwilę na bok patetyczne opowieści o mieście feniksie, które znamy z podręczników i rodzinnych wspomnień. Zamiast tego zadajmy sobie pytanie: czy współczesna Warszawa jest rzeczywiście dobrze funkcjonującą metropolią, czy może stoi na glinianych nogach?

Relacje polsko-ukraińskie już od dłuższego czasu są napięte, lecz ostatnie wydarzenia dolały kilku litrów oliwy do ledwo tlącego się ognia. Decyzją prezydenta Ukrainy jednostka specjalna SSO „Północ” otrzymała imię „Bohaterów UPA”. Kto na lekcjach historii nie uważał, powinien dokładnie przeczytać następne zdania. Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) powstała pod koniec 1942 roku i była ściśle powiązana z OUN-B (Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów) kierowaną przez Stepana Banderę.

Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział rozpoczęcie prac nad nową Konstytucją RP - projektem, który już na starcie wywołał szeroką debatę polityczną i medialną

Firmy są w stanie przekroczyć granice smaku, szacunku i godności, aby zyskać rozgłos. Jednak czy warto? To pytanie głośno wybrzmiało w mojej głowie po ostatniej „akcji” Pasibusa, który postanowił wejść z butami w świat streamingu.