fot. Instagram/bedoes2115
Firmy są w stanie przekroczyć granice smaku, szacunku i godności, aby zyskać rozgłos. Jednak czy warto? To pytanie głośno wybrzmiało w mojej głowie po ostatniej „akcji” Pasibusa, który postanowił wejść z butami w świat streamingu.
Łatwogang, twórca internetowy, dołączył do akcji wspierania Fundacji „Cancer Fighters”. Na swoim tik toku ogłosił, że za każde polubienie będzie słuchać „Dissu na raka” przez jedną sekundę więcej. Piosenka została stworzona przez Bedoesa oraz Maję Macen i zapoczątkowała pełnoskalowy wydźwięk akcji, która wyróżniła się autentycznością, zaangażowaniem oraz szczerością. W mojej opinii utwór nie jest radiowym hitem do nucenia pod prysznicem, bo zawiera całą paletę emocji, dodającą piosence rozmachu.
Kiedy Łatwogang rzucił wyzwanie pt.: „sekunda słuchania za każdy lajk”, internet zareagował błyskawicznie. To była czysta energia, realne wsparcie i zasięgi, które zamieniły się w realną pomoc. Łącznie transmisja na żywo miała trwać 9 dni, co dla internautów wydawało się wręcz niemożliwe. Zgodnie z obietnicą Patryk (Łatwogang) odpalił kamerę i zaczął słuchać utworu, co rozpoczęło hołd dla tych, którzy codziennie walczą o najwyższą stawkę – o życie.
Transmisja zaczęła przynosić niewyobrażalne kwoty [przyp. red. w momencie pisania tego tekstu jest ponad 35 milionów złotych]. Do akcji zaczęli dołączać jeszcze szerzej znani ludzie – gwiazdy sceny muzycznej, influencerzy, aktorzy. Osoby, których głos może być usłyszany przez miliony. Jedną z uczestniczek transmisji była Doda. Dla jednych jej obecność jest kontrowersyjna, zaś dla drugich piosenkarka stanowi autorytet.
Jedno jest pewne – każdy chociaż kojarzy postać Dody. Transmisja trwała w najlepsze, jednak sytuacja szybko przybrała inny ton, gdy na streamie usłyszeliśmy: „Pasibus”. Prowadzący live (Łatwogang) przeczytał na głos wiadomość, którą dostał, głoszącą, że firma wpłaci 60 tysięcy złotych, jeśli Doda zagra koncert na ich festiwalu. Celebrytka oznajmiła, że: “Nie ma czegoś w zamian, pomoc nie polega na wzamian”, co stanowi słuszną reakcję na tak absurdalną prośbę.
Atmosfera streama, która dotąd była radosna i pełna szacunku, zagęściła się. Firma, chcąc być pseudo-młodzieżowa zapomniała, że wchodzi do przestrzeni, która została zbudowana na autentyczności i szczerości. Wykorzystanie przez Paibusa choroby nowotworowej do „Doda zagraj dla nas koncert” jest obrzydliwe i pokazuje prawdziwe intencje firmy, której – jak możemy wywnioskować – zależy głównie na podniesieniu sprzedaży.
Każda firma chce rozwoju i większej sprzedaży, która przekształci się w zyski, jednak sposób, który wybrał Pasibus jest jednym z najobrzydliwszych. Pokazuje, że dla niektórych działów marketingu tragedia dzieci chorujących na nowotwory, to nie powód do bezinteresownego wsparcia, ale kolejna szansa na rozgłos.
Kiedy Doda wypowiedziała te krótkie, ale dosadne słowa: „Nie ma czegoś w zamian”, obnażyła całą marność tej propozycji. W świecie, gdzie wszystko ma swoją cenę, postawa piosenkarki była jasnym punktem w tej mętnej sytuacji.
Firma, która chwali się „sercem do burgerów”, tym razem pokazała, że jej własne serce gnije od konsumpcjonizmu. Próba wymuszenia koncertu w zamian za darowiznę na cele charytatywne, to nie jest „sprytny marketing”. Oglądający są tam, aby pomóc w walce z rakiem, a nie oglądać „targowanie się” o stawkę za występ.
Ostatecznie firma wpłaciła na konto fundacji łącznie 100 tysięcy złotych, jednocześnie przepraszając za całą sytuację, choć nie od dziś wiadomo, że „w internecie nic nie ginie”.
Akcja na rzecz fundacji „Cancer Fighters” to potężne zwycięstwo dobra. To dowód na to, że jako ludzie potrafimy zjednoczyć się wokół prawdy i autentyczności. Jednak w tym słodkim zwycięstwie pozostanie gorzki posmak.
Pasibus zyskał rozgłos, o który tak zabiegał. Ale czy był on wart zostania symbolem korporacyjnej bezduszności? Jeśli marka uważa, że 60 tysięcy złotych kupuje jej prawo do dyktowania warunków na streamie charytatywnym, to znaczy, że nie zrozumiała z tej akcji zupełnie niczego.
Prawdziwa pomoc nie stawia warunków. Prawdziwa pomoc nie potrzebuje kontraktu na koncert. Prawdziwa pomoc ma twarz zmęczonego Patryka słuchającego tej samej piosenki przez 9 dni, a nie twarz logotypu, który próbuje ubić interes na cudzym nieszczęściu. Niektórych granic po prostu się nie przekracza – zwłaszcza, gdy w tle gra „Diss na raka”.