KSeF – dezinformacja, panika w sieci i odpowiedź Ministerstwa Finansów

KSeF – dezinformacja, panika w sieci i odpowiedź Ministerstwa Finansów

KSeF – dezinformacja, panika w sieci i odpowiedź Ministerstwa Finansów

W ostatnich tygodniach internetową dyskusję zdominował temat dotyczący Krajowego Systemu e-Faktur. Wystarczył jeden materiał popularnego youtubera technologicznego krytykujący to rozwiązanie, aby na portalu X (dawniej Twitter) wybuchła prawdziwa wojna. Komentarze zalały sieć, a z komentarzy szybko wyłonił się obraz państwa, które ma kreować system totalnej inwigilacji na obywatelach.

Jako Fundacja Kaczuchy Dziennikarskie na co dzień monitorujemy przejawy dezinformacji. Obserwując narastającą panikę, postanowiliśmy sprawdzić, ile w tych internetowych opowieściach jest faktów, a ile zwykłych domysłów. Wysłaliśmy oficjalny wniosek do Ministerstwa Finansów. Zestawiamy to, co krzyczy ulica, z tym, co odpowiadają urzędnicy.

Burza na portalu X i teoria cybertotalitaryzmu

Dyskusja, która przetoczyła się przez platformę X, była wyjątkowo ostra. Przeciwnicy KSeF nie przebierali w słowach. Użytkownicy pisali wprost: „KSEF to kolejny krok do cybertotalitaryzmu”. Inni nazywali system eksperymentem, który przyniesie więcej ryzyka niż korzyści i z góry jest skazany na porażkę,. Pojawiły się głosy, że to uderzenie w ludzi, którzy „najciężej zap*****lają na polskie PKB”.

Z drugiej strony barykady stanęli użytkownicy wytykający przedsiębiorcom hipokryzję. Jak zauważył jeden z komentujących, w zeszłym roku wystawiono w Polsce niemal 400 tysięcy fałszywych faktur. „Biedny przedsiębiorca jakby nie walił państwa w kakao, to by umarł z głodu” – drwił użytkownik niochland. Wiele osób wskazywało, że prawdziwym powodem buntu nie jest strach przed utratą danych, ale przed utratą możliwości „kreatywnego” księgowania. Ktoś zapytał retorycznie, jak teraz będzie można wrzucić w koszty firmy wakacje, nowe ubrania czy tytułowe już „latte z kozim mlekiem” ze spotkań z “klientem”.

Czym w zasadzie jest KSeF?

Zanim przejdziemy do teorii spiskowych – ustalmy fakty. Krajowy System e-Faktur to centralna baza teleinformatyczna państwa. Jej zadaniem jest przyjmowanie, przechowywanie i udostępnianie faktur ustrukturyzowanych. Docelowo każda transakcja B2B (firma-firma) w Polsce ma być rejestrowana w tym systemie w czasie rzeczywistym.

Państwo tłumaczy ten ruch chęcią uszczelnienia systemu podatkowego i walką z wyłudzeniami VAT. Przedsiębiorcy widzą w tym jednak potężne narzędzie kontroli, które daje urzędnikom wgląd w każdą pojedynczą transakcję firmy w sekundę po jej zawarciu.

Zawnioskowaliśmy o dostęp do informacji publicznej

W obliczu tak skrajnych opinii, 10 lutego 2026 roku wysłaliśmy wniosek do Ministerstwa Finansów w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej. Poprosiliśmy o odniesienie się do najcięższych zarzutów stawianych systemowi przez internautów.

Po kilkunastu dniach oczekiwania, 27 lutego na naszą skrzynkę trafiła oficjalna odpowiedź. Odpowiedź rzuca zupełnie nowe światło na krążące w sieci teorie.

Zagraniczne serwery i kradzież danych

Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów na X było to, że dane z KSeF będą przetrzymywane na zagranicznych serwerach, co umożliwi do nich dostęp obcym wywiadom lub wielkim korporacjom technologicznym. „Zebranie takiej ilości wrażliwych danych w jednym miejscu musi i skończy się ich wyciekiem” – ostrzegał jeden z użytkowników.

Ministerstwo Finansów jest świadome tych narracji. W przesłanym nam piśmie urzędnicy wprost nazywają to dezinformacją:

Ministerstwo Finansów jest świadome tych narracji. W przesłanym nam piśmie urzędnicy wprost nazywają to dezinformacją:

„Ministerstwo Finansów monitoruje media społecznościowe pod kątem publikowania dezinformacji dotyczącej rzekomej inwigilacyjnej funkcji KSeF. Zostały zidentyfikowane następujące główne fałszywe narracje: podmioty zagraniczne mają dostęp do systemu, a przez to do danych, i wykorzystają go do zdobycia cennych biznesowo informacji ze szkodą dla polskiej gospodarki i polskich firm.”

Resort kategorycznie zaprzecza tym rewelacjom. Jak czytamy w odpowiedzi, KSeF został stworzony przez Ministerstwo Finansów, a dane są przechowywane na bezpiecznych serwerach w Polsce. Jednocześnie ministerstwo odmówiło podania szczegółów technicznych samej infrastruktury. Uzasadniono to bezpieczeństwem teleinformatycznym – upublicznienie takich danych mogłoby ułatwić zadanie hakerom. Taka praktyka jest zgodna z orzecznictwem Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Czy „pani Halinka ze skarbówki” sprzeda twoje tajemnice?

To prawdopodobnie najmocniejszy zarzut, jaki pojawiał się w dyskusji. Youtuber, od którego zaczęła się afera, zasugerował, że urzędnik mający dostęp do systemu będzie mógł sprawdzić, gdzie i za ile zaopatruje się dana firma. Następnie taką wiedzę mógłby przekazać swojemu „kuzynowi”, który prowadzi konkurencyjną działalność.

Komentujący na X podłapali ten temat i zastanawiali się głośno: „Ciekawe, czy KSEF ma journalling dostępu – by można było sprawdzić czy i kiedy pani Halina z tutejszego US sprawdzała tę fakturę”.

Z odpowiedzi Ministerstwa Finansów wynika, że państwo przewidziało taki scenariusz. Dostęp do danych jest ściśle limitowany i opiera się na art. 297h Ordynacji podatkowej. Nie ma mowy o swobodnym przeglądaniu faktur przy porannej kawie. Urzędnik może zajrzeć w dane tylko w ściśle określonych sytuacjach – w trakcie czynności kontrolnych, sprawdzających lub podczas oficjalnego postępowania podatkowego.

„Uzyskanie dostępu do danych każdorazowo jest poprzedzone złożeniem wniosku o nadanie określonych uprawnień w systemie dla danego pracownika KAS. Złożenie wniosku powinno wynikać z zakresu zadań służbowych realizowanych przez pracownika. Z tego względu wniosek jest podpisywany przez kierownika jednostki wnioskującej.”

Co więcej, ministerstwo zapewnia, że system na bieżąco monitoruje aktywność urzędników. Każdorazowy wgląd w fakturę zostawia ślad w systemie, wymaga zgody przełożonego i uzasadnienia. Cały proces ma być również cyklicznie audytowany. Ewentualne wyniesienie danych przez pracownika skarbówki wiązałoby się więc z pozostawieniem wyraźnych cyfrowych śladów i złamaniem prawa. Na dostęp do konkretnej sprawy pracownik potrzebuje bezpośredniej zgody swojego kierownika.

Zlecenia dla Youtuberów od rządu

W gąszczu oskarżeń pojawił się także wątek influencerski. Część osób oskarżała twórcę filmu o nierzetelność i szukanie taniej sensacji, inni zastanawiali się, czy pozytywne materiały o KSeF (jeśli takie by powstały) nie byłyby opłacane z państwowej kasy.

Zapytaliśmy ministerstwo o ewentualne próby kupowania przychylności w internecie. Odpowiedź ucina spekulacje:

„W latach 2024-2026 Ministerstwo Finansów nie zawarło z twórcami internetowymi prowadzącymi kanały o tematyce technologicznej umów cywilnoprawnych o charakterze ściśle sponsorskim lub reklamowym.”

Z pisma wynika również, że urzędnicy w ogóle nie podejmowali prób kontaktu z twórcami w tym celu.

Niewygodna prawda o transparentności

Reakcja sieci na Krajowy System e-Faktur pokazuje skalę braku zaufania obywateli do państwowych instytucji. Choć obawy o wycieki danych w dzisiejszych czasach są zrozumiałe, wiele argumentów podnoszonych w dyskusji mijało się z faktami i bazowało na domysłach podsycanych przez twórców internetowych.

Z zebranych przez nas informacji wyłania się obraz systemu, który został obudowany procedurami bezpieczeństwa i kontroli dostępu. Prawdziwym testem dla KSeF nie będą jednak internetowe dyskusje, ale pierwsze miesiące jego pełnego funkcjonowania. Wtedy okaże się, czy państwowe serwery wytrzymają obciążenie, a procedury audytowe faktycznie powstrzymają urzędników przed nieuprawnionym przeglądaniem faktur.

Stawiamy na transparentność i profesjonalizm. Korzystamy ze zróżnicowanego finansowania, w tym z dotacji, aby budować silne media obywatelskie.

Fundamentem naszej wolności słowa pozostają jednak darowizny od Was. Wspólnie tworzymy rzetelne dziennikarstwo. Twoja wpłata to bezpośrednia inwestycja w prawdę i merytoryczną walkę z dezinformacją.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z naszymi działaniami! Zapisz się do newslettera, aby nie przegapić nadchodzących wydarzeń, nowych publikacji i ważnych ogłoszeń.


Hej! To też może Cię zainteresować!

Decyzje o architekturze informatycznej państwa rzadko trafiają na czołówki gazet. Ale tym razem sprawa jest zbyt poważna, żeby milczeć. 27 października 2025 roku minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz podpisał list intencyjny z amerykańską korporacją Palantir Technologies. Minister nazwał ten dokument „krokiem milowym”.

Dla wielu Warszawa wciąż pozostaje miastem, z którego można być dumnym. W końcu w trakcie II wojny światowej ponad 80 procent jej zabudowy legło w gruzach, a dziś trzeba uważnie przyjrzeć się różnym uliczkom, by rzeczywiście dostrzec ślady tej katastrofy. Warszawa ma drapacze chmur, osiedla premium, jedyne w Polsce metro, prestiżowe uczelnie i status największej polskiej metropolii. Jednak odłóżmy na chwilę na bok patetyczne opowieści o mieście feniksie, które znamy z podręczników i rodzinnych wspomnień. Zamiast tego zadajmy sobie pytanie: czy współczesna Warszawa jest rzeczywiście dobrze funkcjonującą metropolią, czy może stoi na glinianych nogach?

Relacje polsko-ukraińskie już od dłuższego czasu są napięte, lecz ostatnie wydarzenia dolały kilku litrów oliwy do ledwo tlącego się ognia. Decyzją prezydenta Ukrainy jednostka specjalna SSO „Północ” otrzymała imię „Bohaterów UPA”. Kto na lekcjach historii nie uważał, powinien dokładnie przeczytać następne zdania. Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) powstała pod koniec 1942 roku i była ściśle powiązana z OUN-B (Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów) kierowaną przez Stepana Banderę.

Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział rozpoczęcie prac nad nową Konstytucją RP - projektem, który już na starcie wywołał szeroką debatę polityczną i medialną

Firmy są w stanie przekroczyć granice smaku, szacunku i godności, aby zyskać rozgłos. Jednak czy warto? To pytanie głośno wybrzmiało w mojej głowie po ostatniej „akcji” Pasibusa, który postanowił wejść z butami w świat streamingu.