Malika Tomkiel pracuje w kulturze, jest redaktorką, pisze, uczy jogi. Napisała trzy książki, w tym „Biel Kości” o zdrowiu psychicznym i zaburzeniach odżywiania, „Twój wewnętrzny głos” o jodze i medytacji oraz tom poezji „Każdy ma jakiś problem”. Prowadzi Dyskusyjny Klub Książki, warsztaty pisarskie i pisze dramaty teatralne. Publikowała m.in. w „Slow”, „EPEA”, „Zwierciadło” i „noizz.pl”. Mieszka blisko puszczy na Podlasiu, ukończyła scenopisarstwo na PAN, i występowała na TEDx w Katowicach. Uwielbia literaturę, szczególnie „Panią Dalloway”, oraz przebywanie na łonie natury ze swoim psem i mężem.
Wywiad jest realizowany w ramach cyklu z okazji Miesiąca Dumy. Miesiąc Dumy, obchodzony w czerwcu, upamiętnia społeczność LGBTQ+ i upamiętnia zamieszki Stonewall z 1969 roku, które były przełomowym momentem w walce o prawa LGBTQ+. W tym miesiącu organizowane są na całym świecie różnorodne wydarzenia, takie jak parady, warsztaty i koncerty, mające na celu promowanie akceptacji, równości i świadomości kwestii związanych z LGBTQ+. Jest to zarówno czas świętowania różnorodności, jak i przypomnienie o trwającej walce o prawa obywatelskie. Miesiąc Dumy to moment na refleksję nad osiągniętym postępem oraz wezwanie do dalszej walki o bardziej inkluzywne społeczeństwo.
Daria Kowalska, Fundacja Kaczuchy Dziennikarskie: Co skłoniło Cię do pisania? Co daje Ci pisanie wierszy czy książek?
Malika Tomkiel: Pochodzę ze Słupska i tam wydałam swój pierwszy tomik wierszy, gdy miałam lat 13 czy 14. Wtedy po prostu poczułam, że to jest to i bardzo, bardzo lubię to robić. Samo pisanie wierszy i pisanie w ogóle daje mi dużo lepszy kontakt z własnymi emocjami, bo mogę tam zawrzeć wiele rzeczy, które nie do końca potrafię wypowiedzieć. Widzę też, że wiele osób ma podobnie, że tam, gdzie ta sfera słowa wypowiedzianego i rozmowy zawodzi, tam faktycznie można wiele rzeczy przelać na papier. I to bywa bardzo pomocne w dzisiejszym świecie nie tylko dla osób, które zajmują się tym profesjonalnie, tylko w ogóle dla ludzi. Nawet takie zwykłe pisanie dziennika jako młoda osoba jest dla nas bardzo pomocne.
Czy według Ciebie literatura wpływa na świadomość człowieka?
Nie wyobrażam sobie, by było inaczej. Dla mnie czytanie przede wszystkim jest czymś chyba, co jest jedną z rzeczy, która najbardziej mnie rozwija. Pozwala mi spojrzeć tam, gdzie nie mam dostępu, czyli w inne zakamarki globu, do sposobu myślenia innych ludzi, w szczególności jeśli chodzi o eseistykę, gdzie ten przekrój kulturowy i przekrój społeczeństwa jest ogromny. Sięgamy do bardzo różnych tekstów kultury, więc czytanie jest dla mnie bardzo mocno otwierające na świat i silnie uwrażliwia. Jest to piękne narzędzie, bo jednak jak żyjemy w społeczeństwie, to żyjemy w jakiejś swojej grupie kulturowej w swojej bańce i na przykład wiem, że wy się zajmujecie dezinformacją i mediami, w związku z czym jeśli my czytamy przez cały czas tylko jedną gazetę, jedną opcję, którą nam podsuwają, to nie mamy szansy zobaczenia, jak postrzegają świat inni i co mają do zaproponowania. Dlatego sięganie po różne źródła do różnych książek do różnych wydawnictw to jest bardzo cenna rzecz, żeby sprawdzić różne punkty widzenia.
Kto lub co jest Twoją największą inspiracją w kontekście zdrowia psychicznego i samoświadomości?
To jest bardzo szerokie pytanie, bo nie jestem w stanie absolutnie wskazać jednej osoby, która byłaby tutaj i tutaj inspiracją, bo to są zupełnie inne dziedziny, które niekoniecznie w ogóle muszą mieć związek ze sobą. Podobnie jest w kontekście zdrowia psychicznego, nie ma takiej osoby, która byłaby dla mnie inspiracją. Ja myślę, że ja sama w dobie wieloletniej terapii, w której jestem, mogę być dla siebie inspiracją. Jestem w niej, trwam i jestem w stanie robić kolejne kroki. A także na pewno też wszystkie terapetkii czy terapeuci, którzy stanęli na mojej drodze w nurcie różnych różnych terapii czy indywidualnych czy grupowych były swego rodzaju inspiracją dla mnie. Inspiruje mnie bardzo wiele codziennie. Inspirują mnie kobiety, które spotykam, ale nie tylko, są oczywiście również mężczyźni, ale po prostu inne osoby, bo każdy ma swoją unikalną historię i to jest bardzo, bardzo inspirujące. Natomiast jeśli chodzi o samo pisanie, to inspiruje mnie postać Virginii Woolf, ale nie tylko, bo są też współczesne polskie poetki, takie jak Małgorzata Lebda, która w piękny sposób operuje słowem i umie wydobyć wrażliwość. Jest też Dorota Kotas, znów nagradzana autorka, która potrafi powiedzieć o pewnego rodzaju przyklejaniu łatek i wykluczeniu społecznym. Także mamy szereg polskich autorów i autorek, którzy w piękny sposób operują słowem, a równocześnie mówią na tematy ważne.
Jak oceniasz stan wiedzy innych nt. samoświadomości? Czy warto poszerzać wiedzę na ten temat?
Zdecydowanie warto oczywiście, i to jest taka wiedza też, która nigdy się nie kończy, bo ta praca jest przez cały czas, nie odbywa się jakby każdego dnia, dzień za dniem zataczając koło to po prostu w piękny sposób się porusza.
Czy według ciebie samoświadomość ludzi w kontekście zdrowia psychicznego się poprawiła?
Uważam, że w Polsce z roku na rok jest coraz większa świadomość.
Ludzie zdają sobie sprawę z tego, że warto rozmawiać o emocjach, że to jest bardzo ważne. I że mamy do tego prawo, by szukać właśnie pomocy. Ja też prowadzę różnego rodzaju warsztaty czy wykłady z zakresu zdrowia psychicznego, na przykład z młodzieżą z liceów i coraz częściej mówi się, gdzie można szukać bezpłatnej pomocy, kiedy jest się na przykład w kryzysie psychicznym. Też jest coraz więcej organizacji, fundacji, stowarzyszeń, które właśnie działają w tym kierunku. Także myślę, że w przestrzeni ostatnich 5 lat, czyli na przykład momentu, kiedy wydałam swoją książkę “Biel kości”, która mówi o zaburzeniach psychicznych (tutaj głównie o zaburzeniach odżywiania, ale że zmieniło się w tej materii bardzo wiele na plus).
Z jakimi mitami nt. samoświadomości i zdrowia psychicznego się spotkałaś?
Wydaje mi się, że jest taki mit, albo taka rzecz, która się bardzo notorycznie powtarza, którą słyszę od ludzi, że mam za małe problemy, żeby pójść na terapię, co świadczyłoby o tym, że trzeba mieć jakiś konkretny problem, aby na tą terapię pójść. A wcale tak nie jest, że terapia jest tylko dla problemu X czy jest jakakolwiek skala tego, bo w każdym momencie możesz poprosić o pomoc, czy po prostu o rozmowę, bo to nawet nie musi być pomoc, ty nie musisz być w kryzysie, tylko każdy ma prawo do tego, by pogadać o swoich emocjach i to nie jest na zasadzie nie, nie pójdę, bo moja koleżanka ma gorzej i ona bardziej powinna. Często nie dajemy sobie przyzwolenia na tą rozmowę, bo nam się wydaje, że innym ona należy się bardziej niż nam. Natomiast każdy z nas ma prawo do tego, by spróbować właśnie czym to jest.
Jak samoświadomość wpłynęła na Twoją walkę z chorobą?
Bardzo, głównie tak, że ważę 20 kilo więcej, więc myślę, że praca z bycia bardziej świadomą i jak funkcjonuje ludzkie ciało i ludzki umysł, pozwoliła mi być tu, gdzie jestem. Pozwala mi to dzisiaj funkcjonować i chodzić po świecie i wykonywać swój zawód i mieć męża, dom, przyjaciół i tak dalej. Także życzę, aby każdy, kto jest w pewnego rodzaju kryzysie psychicznym. Jeżeli ktoś boryka się z czymś trudnym gdzieś w głębi serca nie tracił nadziei, nawet jeśli ta sytuacja jest trudna i być może słyszy, że nie wiem, nie ma dla tej osoby ratunku czy, że może być bardzo trudno. Wydaje mi się, że zawsze można podjąć pierwszy krok, żeby sobie pomóc po prostu.
Jak się czuje osoba chora na zaburzenia odżywiania?
Myślę, że z całą pewnością czuję się bardzo samotna. Jest to choroba psychiczna. Jak wiadomo już dzisiaj, że to nie jest choroba objawiająca się głównie w ciele, tylko w psychice. A, że jest to choroba ludzi samotnych, którzy w pewnym sensie oczywiście nie zawsze ja mówię na swoim własnym przykładzie, ale chcą zwrócić troszeczkę na siebie uwagę i to nawet nie w takim negatywnym mniemaniu czy egoistycznym, tylko jest to po prostu wołanie o pomoc. Jest to osoba, która woła o pomoc, potrzebuje tej pomocy, czuje się samotna i bardzo często to ukojenie odnajduje w kontroli jedzenia, w kontroli własnej wagi. To jest taka próba troszeczkę skontrolowania i oszukania swojego organizmu. Myślę, że osobom chorym na zaburzenia odżywiania towarzyszy duża, samotność, bo to jest też owiane pewnego rodzaju tajemnicą, czy kryciem się z tego typu zachowaniami, więc to, co ja pamiętam, to na pewno duża samotność, mimo ludzi dookoła.
Jak możemy jej pomóc?
Zawsze mówię, że najważniejsza jest rozmowa i co ważne, wcale to nie jest rozmowa na temat jedzenia tudzież dawania złotych rad pod tytułem “zjedz więcej” albo “zjedz mniej”, właśnie rzecz w tym, że tu nie chodzi o dawanie rad, bo to bardzo często działa wręcz z odwrotnym skutkiem, czyli mówiąc takiej osobie “zjedz” ta osoba, tym bardziej tego nie zrobi, tylko właśnie warto zacząć od takiej normalnej rozmowy czyli “Hej, co u ciebie, jak ty się czujesz w ogóle?”, “Co się u ciebie dzieje”, “Co się dzieje u ciebie w domu , w rodzinie, w jakiejś grupie rówieśniczej, w szkole?”. Mówiąc o młodszych osobach, bo tak naprawdę od tego się zaczyna, ma to swój ogon, czyli swoje konsekwencje w jedzeniu bądź nie jedzeniu, jest to dopiero skutkiem wszystkiego, co się dzieje. Tutaj warto zacząć tak trochę po nitce do kłębka, co jest przyczyną tak silnych emocji, że ktoś sobie to kompensuje w jedzeniu. Więc zamiast dawania rad właśnie zacząć od rozmowy o emocjach “Co po prostu u nas słychać w życiu”.
Co sądzisz o profilach w mediach społecznościowych promujących zaburzenia odżywienia?
Jak świat długi i szeroki wydaje mi się, że to jest coś, co nigdy się nie zmieni, tak naprawdę. Oczywiście sądzę, że jest to do kitu. Jest to do niczego, ale z drugiej strony niestety każdy wiek, okres nastoletni, czy okres buntu, czy bycie młodą osobą sprawia, że my nie myślimy o tym, co będzie później. Jeśli mamy 13 lat, my nawet o tym nie myślimy, ale za nie wiem 10 czy 20 lat nie będę już na przykład mogła mieć dzieci, czy stracę miesiączkę, czy moje ciało będzie źle funkcjonować. My widzimy tylko to, że na przykład chcemy być chude, w związku z czym bardzo trudno to wyplewić i bardzo trudno przemówić do takiej osoby. W szczególności, kiedy tak naprawdę to jest taki okres, gdzie rodzice czy osoby starsze nie za bardzo są dla nas autorytetem. Aczkolwiek wydaje mi się, że każda właśnie mała rozmowa, każda próba skomentowania tego, że to nie jest fajne. Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Czasami rozmawiam z młodymi osobami i widzę, że jest kilka osób, które są świadome tego, że jest to duży problem i chcą rozmawiać z innymi osobami, w związku z czym jeśli my nawet docieramy do jednej małej osoby, to już jest okej bo ta jedna osoba powie to kolejnej osobie i tak dalej i tak dalej i tak dalej, ale trzeba mieć świadomość, że wszystkiego się nie zmieni i to jest w każdym aspekcie każdej choroby psychicznej czy zaburzenia.
Co daje Tobie joga?
Przede wszystkim daje mi lepszą łączność z ciałem, bo to jest bardzo prosta rzecz. Jeśli ja wstaję rano i kładę się na macie czy staje na macie i czuję, tu mnie boli, tu mnie boli, tu mnie boli, a tu mam napięcie mięśnia tutaj, trudno mi się oddycha, czy po prostu czuję, jak czuje się moje ciało. I tak naprawdę to mi właśnie daje joga, że to jest mój rodzaj aktywności poza bieganiem, bo też dużo biegam, ale joga jest dla mnie rodzajem aktywności, która właśnie pozwala mi poczuć, jak się czują moje mięśnie, czy jestem w stanie głęboko pooddychać, czy może mój oddech jest płytki w tym momencie. Po prostu pozwala mi na lepszy kontakt z ciałem. Lepszy kontakt z ciałem to dla mnie również lepszy kontakt z emocjami. To jest bardzo proste, jeśli ja się denerwuję, to momentalnie zepną mi się wszystkie mięśnie i to jest sygnał “o coś jest nie tak”, gdy spinają nam się mięśnie, zdenerwujemy się, zaczynamy bardzo szybko oddychać, zupełnie arytmicznie i nie możemy wziąć głębszego oddechu. Jesteśmy zestresowani i tak dalej, w związku z czym ten lepszy kontakt z ciałem pokazuje “o, jesteś zrelaksowana” albo “o jesteś czymś zestresowana”, więc to może tak naprawdę być jakakolwiek inna aktywność. Czy ja bym poszła na spacer, czy bym poszła pływać, jakby chodzi o kondycję ciała, jak ja się mam, to mi pokazuje czy jestem wyspana, czy nie. Po prostu widzę, jak się czuję dzięki jodze.
Jako młodzi ludzie, jak możemy poszerzać swoją samoświadomość w zakresie zaburzeń psychicznych?
Ja będę strasznie nudna, ale ja bym znów właśnie wróciła do tego, żeby rozmawiać z innymi. To zależy, kto co lubi, bo niektórzy będą lubili czytać książki rozwojowe i to będzie bardzo okej, bo wtedy możemy poznać właśnie punkty widzenia czy punkty widzenia specjalistów, czy tego, jak zmienia się nasz mózg czy na przykład właśnie o emocjach: jak funkcjonują emocje?, jak emocje są połączone z ciałem?, więc na pewno sięganie do dobrej literatury, czy właśnie chodzenie na jakiegoś rodzaju warsztaty terapeutyczne, czy nawet rozmowa z psychologiem szkolnym, czy gdzieś na uczelni, czy korzystanie z tego rodzaju warsztatów to nigdy nie jest stracony czas, bo nawet jeśli my mamy książkę, która ma 400 stron, ale my z niej zapamiętamy jeden rozdział albo kilka zdań, to już naprawdę będzie fajnie i będzie to coś, co może zapoczątkować jakiś proces w naszej głowie, który będzie procentował za X lat, bo to nie jest tak, że zmiana dzieje się tu i teraz. To jest na zasadzie, że ja dzisiaj dwunastego czerwca czy któregoś tam przeczytam sobie zdanie, ale dopiero jego skutki odczuje za 3 lata na przykład. Więc czytać, dowiadywać się, rozmawiać, korzystać z możliwości, jakie są, à propos różnego rodzaju warsztatów czy wykładów. Nie olewać teraz tego, bo nawet jeśli nam się wydaje, że jest to nieatrakcyjne i nudne, to kiedyś to może naprawdę okazać się bardzo cenne.
Czy jest coś, co byś chciała od siebie dodać, a nie zostało tutaj powiedziane?
Nie, ale życzę wszystkim dobrego kontaktu z własną bazą, własnym ciałem i z emocjami i żeby dużo o tym rozmawiać.