Anglojęzyczne słowo „influencer” brzmi jak coś prostego – zwyczajna osoba z Internetu, która ma wpływ. Ale kiedy przyjrzeć się mu dokładniej, okazuje się, że jest znacznie bardziej dosłowne, niż nam się wydaje. To ktoś, kto realnie może wpływać na myślenie, wybory, nastroje i zachowania odbiorców. Rodzaj tego wpływu zależy już od samej osoby – jedni będą propagować pozytywność, inspirację i rozwój, inni negatywizm, presję czy fałszywe ideały. I właśnie dlatego analiza zjawiska influencerów stała się dzisiaj tak istotna – bo ich działania coraz częściej przekładają się nie tylko na opinie, ale też na konkretne liczby, decyzje konsumenckie i wyniki sprzedaży marek na całym świecie.
Przykłady
Dziś naprawdę wystarczy jedno zdjęcie, jeden TikTok czy jedna relacja, żeby wywrócić rynek do góry nogami. Najlepiej widać to w przykładach tak spektakularnych, że brzmią niemal jak legenda. Weźmy na tapet przypadek Lalisy Manobal z BLACKPINK (południowokoreański girlsband – przyp. red.). W 2024 roku na jej Instagramie zaczęły pojawiać się zdjęcia, na których nosiła kolekcjonerskie maskotki Labubu marki Pop Mart. 13 listopada 2024 roku na kanale Vanity Fair ukazał się film pt. „Sekretna obsesja Lisy na punkcie Labubu”, który obecnie ma ponad 3 600 000 wyświetleń. Efekt? W tym samym roku sprzedaż Pop Mart wzrosła o ponad 5000% tylko w Stanach Zjednoczonych, nie wspominając o pozostałych krajach. Maskotki, które wcześniej kosztowały około 10 dolarów, nagle zaczęły osiągać ceny kilkuset złotych za sztukę na rynku wtórnym. Popyt był tak duży, że marka poszybowała w górę o miliony – a dziś Pop Mart jest wyceniany na setki milionów, jeśli nie miliardy dolarów, w dużej mierze dzięki jednemu „spontanicznemu” trendowi uruchomionemu przez jedną osobę.
Innym przykładem jest Kylie Jenner – amerykańska celebrytka i modelka, która od lat udowadnia, że jej wpływ na sprzedaż potrafi działać jak rynkowa supermoc. W jednym z vlogów na YouTubie pojawiła się w zwykłej, szarej bluzie marki Muse – bez lokowania produktu, bez płatnej promocji, po prostu w ubraniu, które założyła na co dzień. W ciągu 24 godzin od publikacji filmu sprzedaż wrosła tak szybko, że pobiła wszystkie wcześniejsze rekordy w historii firmy. Sam twórca Muse przyznał później, że czuł się, jakby „wygrał na loterii”. Zainteresowanie było tak duże, że natychmiast trzeba było przygotować kolejny nakład, a marka – chwilę wcześniej niszowa – zyskała globalną rozpoznawalność praktycznie z dnia na dzień.
Ostatni przykład pochodzi z polskiego podwórka. Red Lipstick Monster – Ewa Grzelakowska-Kostoglu, polska youtuberka, wizażystka i kosmetolożka, wielokrotnie polecała konkretne pędzle i gąbeczki z Glamshopu. Jej rekomendacje generowały tak duże zainteresowanie, że niektóre produkty szybko były oznaczane jako „chwilowo niedostępne”.
Dlaczego tak się dzieje?
Ten efekt nie wynika tylko z faktu, że influencer jest znany. Największą rolę odgrywają mechanizmy psychologiczne: poczucie więzi, identyfikacji, aspiracji oraz FOMO (strachu przed przegapieniem okazji). Gdy idol nosi daną markę, widzowie czują, że „kupując ją, dotykają jego świata” – choćby w sposób symboliczny. Dochodzi do tego efekt tłumu: jeśli setki tysięcy osób komentują lub udostępniają post, presja rośnie, a produkt zaczyna być postrzegany jako wyjątkowy, limitowany i wart posiadania.
Co więcej, jeśli ktoś, kogo lubimy, szanujemy lub podziwiamy, poleca nam coś – nasz mózg automatycznie przyznaje temu większy kredyt zaufania. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy kompletnie nie znamy tej osoby osobiście.
Dlatego dzisiejszy influencer to nie tylko ktoś, kto reklamuje produkty. To osoba, która potrafi poruszyć konkretny rynek – nawet jeśli chodzi o „banalne” przedmioty. I to właśnie te drobne, nieplanowane przykłady – nie kampanie, nie wielkie współprace, lecz spontaniczne założenie – najlepiej pokazują, jak ogromną siłę ma cyfrowy autorytet.