Cyryla Wilczyńska urodzona w roku 2002 w Nowosybirsku, największym mieście Syberii. Dorastając, pasjonowała się ojczystą, polską kulturą i aktywnie angażowała się w życie syberyjskiej Polonii. W roku 2021 opuściła Rosję, aby rozpocząć studia w bezpiecznym kraju. Działania aktywistyczne zaczęła w Słupsku: najpierw samodzielnie, później dołączywszy do Homokomando. Po roku studiów w Słupsku, przeprowadziła się do Torunia, zostając członkinią Toruńskiej Brygady Feministycznej. Dzialała również w toruńskim Instytucie Przeciwdziałań Wykluczeniom oraz Akademii Przyszłości. Jest znana z jednoosobowych kontrmanifestacji, organizowanych przeciwko środowiskom faszystowskim. W obecnej chwili jest dumną Homokomandoską, członkinią TBF-u oraz studentką na dwóch kierunkach.
Wywiad jest realizowany w ramach cyklu z okazji Miesiąca Dumy. Miesiąc Dumy, obchodzony w czerwcu, upamiętnia społeczność LGBTQ+ i upamiętnia zamieszki Stonewall z 1969 roku, które były przełomowym momentem w walce o prawa LGBTQ+. W tym miesiącu organizowane są na całym świecie różnorodne wydarzenia, takie jak parady, warsztaty i koncerty, mające na celu promowanie akceptacji, równości i świadomości kwestii związanych z LGBTQ+. Jest to zarówno czas świętowania różnorodności, jak i przypomnienie o trwającej walce o prawa obywatelskie. Miesiąc Dumy to moment na refleksję nad osiągniętym postępem oraz wezwanie do dalszej walki o bardziej inkluzywne społeczeństwo.
Czy mogłabyś się z nami podzielić historią albo momentem, który miał duży wpływ na twoje życie jako osoby transpłciowej?
Dużo było takich momentów, jednym z nich jest to co wydarzyło się w Rosji, kiedy zrozumiałam, że muszę wyjechać, bo nie przeżyję i nie przetrwam.
W ogóle będąc osobą transpłciową w Rosji, wszystko prowadziło do tego, żeby leczenie dysforii płciowej zostało zakazane. I też podejście społeczeństwa do tego tematu pozostawiało wiele do życzenia. Miałam taką myśl, że jeżeli ja teraz nie zacznę robić jakichś kroków w kierunku tranzycji medycznej, to całe życie przejdzie obok mnie, nie będę żyć swoim własnym życiem.
Co skłoniło cię do zaangażowania w działalność Homokomando i od jak długiego czasu już tam działasz?
Działam w Homokomando jakoś tak od 2 lat, od roku tak bardzo aktywnie. Do działania skłoniło mnie życie w Słupsku. Dopiero 3 lata temu przyjechałam do Polski i mieszkałam wtedy w Słupsku. Studiowałam tam przez rok i to było dla mnie bardzo trudne doświadczenie, ponieważ spotykałam się po prostu z wielką ilością hejtu i tak dalej. Jeszcze bez takiej tranzycji medycznej zaczęłam się inaczej ubierać, zachowywać, czy na przykład nosić tęczową torbę, co raczej nie jest powszechne w Słupsku. Mimo tego, że Słupsk słynie z tego, że jest miastem tolerancyjnym, ze względu na Roberta Biedronia [był on prezydentem Słupska w latach 2014 – 2018 – przyp. Fundacja Kaczuchy Dziennikarskie] to nie jest tam z tym najlepiej.
Do działalności w Homokomando skłoniła mnie pewna sytuacja. Szłam po parku w Słupsku i zauważyłam słupy, na których były wlepki anty LGBTQ+, które kierowały bardzo pogardliwe słowa w kierunku całej społeczności, co jest bezczelne.
Czytając je, zastanowiłam się, kurde, czy tak powinno być w tym świecie, że jeżeli ktoś kogoś kocha to jest wyzywany?
Wtedy zrozumiałam, że będę opierać swój aktywizm i działalność w wolnym czasie właśnie na bezpieczeństwie osób LGBTQ+, bo dla mnie jest to najważniejsze, ponieważ tym osobom mogę najbardziej współczuć, bo też żyłam jako gej i byłam dosyć poważnie fizycznie prześladowana, i wiem jak to jest.
Czymś, co mnie jeszcze zachęciło do działalności w Homokomando, była inna sytuacja również ze Słupska. Szłam po ulicy z tęczową torbą i podszedł do mnie dzieciak, wyglądał na zmęczonego i przygnębionego, i mówi do mnie: “Słuchaj, dziękuję Ci bardzo, że chodzisz z tą torbą. Jak tak na ciebie patrzę, to jestem bardzo z ciebie dumny. Ja nie mam takiej możliwości, aby wyjść z tęczową torbą, bo by mnie wygnano z domu. Dlatego to jest dla mnie bardzo ważne, że ktoś chodzi i że w ogóle pokazuje, że mogę żyć.” Pamiętam, że się wtedy popłakałam, bo żyjemy w takim kraju, że aby uratować czyjeś życie i żeby zapobiec temu by nie skoczył z mostu, to wystarczy założyć torbę z jakimś napisem, na przykład, że “Jestem człowiekiem”
Jakie są cele i misje Homokomando w kontekście wspierania osób LGBTQ+?
Jako pierwsze jest głośne mówienie o naszych potrzebach jako społeczności, niezależnie od opcji politycznej, jesteśmy również dosyć radykalni, kontrowersyjni i z tego słyniemy
Jest to też wspieranie marszu równości z naszą tęczą, robienie dosyć głośnych protestów, wywieranie presji na polityków. Taki też będzie sens naszej obecności 22 czerwca na paradzie, że po prostu będziemy wywierać tę presję.
Jakie najważniejsze inicjatywy zrealizowaliście albo realizujecie?
Z naszych najważniejszych inicjatyw Homokomando to powiedziałabym, że było to wsparcie strajków kobiet, bo wtedy w małych wsiach, miejscowościach po raz pierwszy pojawiły się tęczowe flagi.
Jest to też tęcza na Placu Zbawiciela, która stała tam przez jakiś czas z tego co pamiętam, bo mnie jeszcze w Polsce wtedy nie było, która została niestety spalona. [została podpalona aż siedem razy – przyp. Fundacja Kaczuchy Dziennikarskie]. Teraz dostaliśmy jedno z 20 miejsc w budżecie obywatelskim i jest szansa, że postawimy mocną, metalową, że nikt nic nie spali.
Z perspektywy osoby transpłciowej, ale też aktywistki, jak oceniasz sytuację osób transpłciowych w Polsce?
Jest to sytuacja tragiczna, uważam. Teraz spotykam się z mniejszą ilością problemów niż wcześniej, ale wcześniej spotykałam się z taką ilością problemów, że nie chciało mi się żyć. Rozumiałam, że będąc osobą transpłciową w Polsce jestem mniej mile widziana niż na przykład inne osoby, które przyjeżdżają z zagranicy i przez kilka lat mieszkają w Polsce, gdzie nie uczą się języka.
Będąc osobą transpłciową, mogę przyjechać z zagranicy, świetnie mówić po polsku, ale wszyscy będą mieli mnie gdzieś, bo jestem trans.
Czy z Twojej obserwacji ta sytuacja się zmienia, poprawia?
Tak ale też jakby nie warto zapominać, że dużo transfobii jest w samym środowisku LGBTQ+. Przykładowo wchodząc do baru tęczowego można napotkać dziwne reakcje: “o to jest dziewczyna; nie, to jest trans”. Idąc po ulicy można też spotkać jakieś dziwne okrzyki w swoją stronę albo obracanie się, wskazywanie palcem. Jest dużo takich drobnostek, które są po prostu niszczące.
Jak sądzisz, jakie zmiany legislacyjne i społeczne są potrzebne, aby poprawić sytuację osób trans?
Myślę, że przede wszystkim powinniśmy pozwolić tym osobom, które tego potrzebują, osobom transpłciowym, niebinarnym na zmianę literki [zmiana litery w dowodzie/dokumentach wskazującej na płeć – przyp. Fundacja Kaczuchy Dziennikarskie] i to jak najszybciej, bo po prostu brak tej opcji zabija, i ja to widzę.
Dla mnie to nie jest najważniejsza kwestia, dobra, ktoś mnie będzie nazywał panem, kiedy zajrzę do moich dokumentów – okej, to jest śmieszne dla mnie, ale ktoś tego nie przeżyje.
Jako druga opcja idzie zakaz mowy nienawiści. Dlaczego jako druga? Bo uważam, że najpierw dajemy sobie drogę do życia i potem już walczymy z homofobią transfobią, bo nigdy nie zwalczymy tych zjawisk jako takich w pełni. Mamy XXI wiek i w Europie wciąż mamy mizoginię, mimo tego, że mamy przepisy, które zakazują takich zjawisk.
Razem z Homokomando i z innymi organizacjami, zrobiliśmy projekt, projekt ustawy, nazywający się samoidentyfikacja.pl. Jest to ustawa zrobiona na podstawie konsultacji społecznych, bo robiliśmy takie konsultacje w Poznaniu, gdzie je prowadziłam i tam przyszły różne organizacje, osoby. Rozmawialiśmy o tym, jak powinna wyglądać taka ustawa. Uszyła się nam jedna z najbardziej liberalnych, sądzę, że takie też są potrzebne.
Jak myślisz, jaką rolę odgrywa edukacja w przeciwdziałaniu dyskryminacji osób transpłciowych, ale też całego środowiska LGBTQ+?
Uważam, że edukacja jest podstawowa, wiem, że to jest banalne, ale dobrze to widać na przykładzie dzieci. Ja mam dosyć niski głos, co też jest spowodowane po prostu tym, że pochodzę z Rosji, gdzie są niższe głosy generalnie i czasem jak otwieram buzię to spotykam się z otwartymi oczami ze strony dzieci z takim przerażeniem “Boże, dlaczego ta dziewczyna ma taki niski głos?”. Sądzę, że jest to taki totalny brak, zrozumienia u dzieci, o co chodzi, a nawet u rodziców, bo rodzice sami często nie wiedzą o co chodzi.
Byłam na poczcie, gdzie osoby tam pracujące nie wiedziały jak się do mnie zwrócić, bo widziały mój dowód, jednocześnie obraz mnie w rzeczywistości i nie wiedziały, co wybrać.
Miałam też taką przykrą, a raczej śmieszną sytuację kiedy przyjechała akurat moja mama z Rosji, a ja poszłam odebrać pieniądze od taty na pocztę i na tej poczcie, podchodząc do stoiska, podałam swój dokument i pani pracowniczka, patrząc do mojego dowodu, spojrzała na mnie i zapytała “Czy to jest Pani dowód?”. Odpowiedziałam “No, a czyj mógłby być to dowód przepraszam?”. Pracowniczka odpowiedziała mi wtedy “No patrzę, a tutaj w dowodzie jest pan, a przede mną stoi pani, dlatego pytam”. Starałam się jej wyjaśnić, że jakby tak się zdarza, że to co pani widzi, a to co jest w dowodzie nie zawsze się zgadza. Na pewno nie było to jej złą intencją, żeby mnie jakoś urazić, bo zapytała “Pan czy Pani”, ale wydaje mi się, że ona tak bardzo nie umiała się zachować w tej sytuacji, bo nigdy w życiu się z niczym takim nie spotkała, a jednocześnie miała taki szok, że nie umiała się ładnie wtedy zachować.
Czy masz jakieś Rady dla osób transpłciowych, które dopiero zaczynają swoją tranzycję i dopiero się poznają?
Na pewno nikt, kto nie pomógł tobie w twojej tranzycji, nie ma prawa moralnego, żeby cię osądzać za twój wygląd albo za twoje zachowania, bo osoby cispłciowe bardzo często nie mają pojęcia, czym jest tranzycja, jakie to jest drogie, jak to wygląda.
Drugą radą jest zaczęcie żyć teraz, jeżeli będziemy się ciągle obawiać tego, że teraz jest zbyt źle i poczekamy na jutro, to ja obawiam się, że tego jutra może nie być.
Nie mamy pewnej przyszłości, mieszkamy w Polsce, to też jest takie specyficzne społeczeństwa, ale my nie żyjemy dla kogoś i nie możemy oddać swojego własnego życia komuś innemu. Także, żyjmy teraz nawet jeżeli dla kogoś będziemy dziwni, bo zawsze będziemy dla kogoś dziwni.
Czy jest jakieś przesłanie, które chciałabyś przekazać osobom, do których dotrze Ten artykuł?
Tak, jest to przesłanie, które opiera się o różnice kulturowe między Rosją, a Polską. Drogie osoby LGBTQ+ nie bójcie się bronić. Jest to też taka rzecz, dosyć Homokomandosowa, zauważyłam, że w Polsce generalnie ludzie nie lubią się narażać na konflikty, doprecyzowując – ci ludzie, którzy są atakowani nie lubią się narażać na konflikty, ale jakby te osoby, które prowokują te konflikty lubią się na nie narażać i wiedzą, że nie dostaną jakiejś odpowiedzi. Z doświadczenia wiem, że lepiej móc przeciwstawiać się przemocy na przykład na ulicy albo w pracy, albo coś i powiedzieć swoje słowo i mieć potem jakieś tam konsekwencje oczywiście, ale zawsze trzeba pamiętać, że jak się tego słowa nie wypowie, to też się będzie miało konsekwencje. Przemoc nie jest taka, że wybiera najbardziej niegrzecznych. Przemoc akurat wybiera o dziwo najbardziej grzecznych.
Stanie w swojej obronie nie jest powodem do wstydu, bo ja też przez długi czas tak myślałam, że to jest powód do wstydu.
Czy czujesz, że chcesz dodać coś, czego nie było, a jest dla Ciebie ważne?
Mogę dodać, że zauważyłam, że ta transfobia i homofobia w Polsce jest inna od tych na świecie. Na przykład w Rosji transfobia i homofobia wyglądają inaczej. Ona jest bardziej otwarta w Rosji, jest taka bezpośrednia i radykalna, a w Polsce ona jest taka po cichutku, jednocześnią z myślą, żeby komuś do****ć bardzo pasywnie, niby szeptem, ale żeby ta osoba usłyszała i poszła skoczyć z mostu. Mieszkając w Niemczech, w Rosji i w Polsce widzę tę różnicę. W naszym kraju jest to robione tak, żeby to było po cichutku, ale, żeby do***ać tak, żeby już nie było tej osoby.