Prezydent Donald Trump ogłosił pojmanie Nicolása Maduro w wyniku amerykańskiej operacji wojskowej w Wenezueli. Podczas konferencji prasowej poinformowano, że w trakcie działań nie zginął żaden żołnierz USA, choć łączna liczba ofiar śmiertelnych w regionie sięgnęła 110 osób. Maduro, któremu amerykańska prokuratura zarzuca handel narkotykami i przestępstwa zbrojne, ma stanąć przed sądem w Nowym Jorku. Operacja ta stanowi finał największej mobilizacji sił zbrojnych USA w obu Amerykach od czasów zimnej wojny, obejmującej również przejęcie tankowców z ropą.
Działania te poprzedziły wielomiesięczne napięcia i wyznaczenie przez Waszyngton 50 mln dolarów nagrody za informacje prowadzące do ujęcia wenezuelskiego polityka. Strona amerykańska argumentuje, że interwencja była niezbędna do rozbicia międzynarodowej organizacji przestępczej, której Maduro miał rzekomo przewodzić. Z kolei rząd w Caracas jeszcze przed zatrzymaniem prezydenta potępił te działania jako bezprawną agresję militarną i ogłosił stan wyjątkowy, konsekwentnie zaprzeczając wszelkim oskarżeniom o powiązania z kartelami narkotykowymi.
Według zapowiedzi Białego Domu, Stany Zjednoczone będą nadzorować sytuację w Wenezueli do czasu stabilizacji politycznej i przeprowadzenia bezpiecznej transformacji ustrojowej. Plan odbudowy kraju zakłada m.in. udział amerykańskich przedsiębiorstw energetycznych w naprawie infrastruktury naftowej, co ma umożliwić wznowienie eksportu surowców. Prezydent Trump zaznaczył jednocześnie, że siły USA pozostają w gotowości do przeprowadzenia kolejnych operacji, jeśli zajdzie potrzeba zabezpieczenia procesu przemian.