Wraz z początkiem grudnia rozgorzała dyskusja na temat galopującej inflacji. Pomijając fakt, że grudzień sam w sobie jest trudnym miesiącem dla osób zatrudnionych i prowadzących różne branże, to już od dłuższego czasu musimy mierzyć się ze wzrostem cen. Porównując cenę kostki masła z zeszłego roku do bieżącego, widzimy wzrost tego produktu aż o 30,4 procent.
Oprócz przyczyn problemu, wymienianych przez ekspertów, wielu wyborców, a nawet polityków, woli krzyczeć, że to wszystko wina „złego prowadzenia rządów przez Donalda Tuska”. Na profilu Jarosława Kaczyńskiego zdążyło już pojawić się wymowne zdjęcie kostki masła na talerzu, który znajduje się, uwaga, w sejfie. Panie Prezesie, jeżeli odrzucamy wszelkie logiczne argumenty dotyczące wzrostu inflacji i skupiamy się wyłącznie na dalszej polaryzacji społeczeństwa oraz absurdalnym obrzucaniu się oszczerstwami, to równie dobrze możemy powiedzieć, że za kadencji Prawa i Sprawiedliwości wskaźnik CPI we wrześniu 2023 roku wyniósł 8,2 proc., a w tym roku spadł do 4,9 proc.
Oczywiście, to jedynie parafraza wypowiedzi pana Kaczyńskiego, ponieważ tempo wzrostu inflacji w Polsce nie zależy wyłącznie od osoby piastującej stanowisko Prezesa Rady Ministrów. Cena masła, czy jak niektórzy je określają „sztabki złota”, w okresie od stycznia do listopada bieżącego roku wzrosła jedynie o 2 procent. Ekspert z Grupy BLIX, doktor Łuczak, podkreśla, że wynika to z faktu, że masło jest kluczowym produktem w koszyku zakupowym Polaków, a sklepy wykorzystują ten fakt do walki konkurencyjnej. Zadajmy sobie jednak pytanie: czy ceny masła rychło spadną? Tak jak rosły powoli, tak samo wolno będą maleć. Według ekspertów taka wizja nie stanie się rzeczywistością nawet po nowym roku.
W odpowiedzi na „maślany problem” nie pozostał dłużny również poseł Polski 2050, Rafał Kasprzyk. Po zjedzeniu suchej bułki uznał, że też można się nią najeść, więc Polacy powinni nauczyć się oszczędzać masło. Choć poseł później przeprosił w artykule na stronie echodnia.eu, to jego wypowiedź była co najmniej nie na miejscu. Panie pośle, w następnym cyklu porad dietetycznych, polecam Panu zdradzenie przepisu na kanapkę z „widokiem na lepsze czasy”.
Ale przejdźmy do faktycznych przyczyn tak wysokiej ceny masła. Pomijając „najważniejszy” argument, czyli „wina Tuska”, źródeł problemu możemy szukać na Europejskiej Giełdzie EEX. Ostatnio produkcja mleka się zmniejszyła, co przekłada się na mniejszą podaż na rynku. Przewidywane tempo produkcji mleka okazało się niższe od oczekiwań, szczególnie w krajach UE, ale również w USA. To wszystko spowodowało wzrost ceny tego produktu na rynku. Przyczyn można też doszukiwać się w kryzysie klimatycznym. Coraz cieplejsze dni, noce, a przede wszystkim susze, pożary i powodzie sprawiają, że zwierzęta i uprawy cierpią. Ulewy ograniczają czas, w którym krowy mogą być wypasane na świeżym powietrzu. Zwierzęta te stają się droższe w utrzymaniu ze względu na konieczność uzupełniania ich diety o odpowiedniejsze składniki w odpowiedzi na ekstremalne zjawiska pogodowe. W efekcie doświadczają one stresu cieplnego, co wpływa na ich wydajność.
Masło w sejfie to tylko symbol inflacyjnej rzeczywistości, która dotyka nas wszystkich. Może zamiast bawić się w polityczne gierki i wymiany złośliwości, warto wreszcie skoncentrować się na realnych rozwiązaniach? Bo jak na razie, wychodzi na to, że to masło topnieje szybciej niż polityczna odpowiedzialność