Z początkiem 2026 roku na polskim rynku pracy pojawiło się nowe zjawisko, którego nie widzieliśmy od półtorej dekady. Z jednej strony gospodarka rozwija się stabilnie, a hale produkcyjne pracują pełną parą, z drugiej – znalezienie nowego zatrudnienia stało się wyzwaniem. Jak wynika z najnowszej analizy przygotowanej przez Krajową Izbę Gospodarczą, w styczniu b.r. w wielu sektorach zamrożono rekrutację. Działy HR wstrzymują oddech, a eksperci mówią wprost: tak małej liczby ogłoszeń o pracę nie było od 15 lat.
Zima, która zmroziła statystyki
Styczeń na rynku pracy tradycyjnie nie należy do gorących miesięcy. Stopa rejestrowanego bezrobocia wzrosła do poziomu 6,0%, co oznacza, że w urzędach pracy zarejestrowanych jest już 934,1 tys. osób.
Choć wzrost o 46,2 tys. bezrobotnych względem grudnia można tłumaczyć sezonowością – przestojami w rolnictwie, budownictwie czy turystyce – to porównanie rok do roku (wzrost o blisko 100 tys. osób) sugeruje, że pod powierzchnią dzieje się coś znacznie poważniejszego niż tylko „efekt zimy”.
Wielkie znikanie ofert: Gdzie podziała się praca?
Najbardziej niepokojącym punktem nie jest jednak sama liczba bezrobotnych, lecz skrajnie niski popyt na nowych pracowników. W całym kraju pojawiło się zaledwie 26,3 tys. ofert pracy. Dla porównania, rok wcześniej w tym samym czasie firmy poszukiwały 88,5 tys. osób.
To spadek o ponad 70%, który stawia pod znakiem zapytania dotychczasowy „rynek pracownika”. Eksperci wskazują na nowy, niekorzystny trend: firmy, mimo dobrej kondycji finansowej, weszły w tryb wyczekiwania. Czy to skutek coraz większej automatyzacji, która zastępuje część pracowników? A może firmy po prostu wolą teraz zachować ostrożność i wstrzymują się z inwestycjami oraz zatrudnianiem na kolejne kwartały? Jedno jest pewne, drzwi do nowych miejsc pracy rzadko kiedy były tak mocno przymknięte.
Nowa rzeczywistość
Rok 2026 zapowiada się jako czas sprawdzianu dla polskiego pracownika i rządu. Stabilny wzrost gospodarczy daje nadzieję, że nie grozi nam fala zwolnień grupowych, jednak drastyczny spadek liczby ofert pracy oznacza, że zmiana zatrudnienia może być w najbliższym czasie trudniejsza niż kiedykolwiek. Kluczowym pytaniem pozostaje: jak długo gospodarka może rosnąć bez tworzenia nowych miejsc pracy?