Przez długi czas w debacie publicznej padały sformułowania, takie jak: „Lampka czerwonego wina do obiadu to samo zdrowie” lub „Jedno piwo to nie piwo, a dwa piwa jak pół piwa”. Takie stwierdzenia utrwaliły się w naszym społeczeństwie i wprowadziły kulturę „picia niskiego ryzyka”.
„Bezpieczna” dawka alkoholu
Pojęcie „bezpieczna dawka alkoholu” niegdyś służyło jako fundament edukacyjny w profilaktyce alkoholu. Twierdzenie to, sugerowało, że istnieje „magiczna” granica, której nieprzekroczenie, ochroni nas przed negatywnymi skutkami picia alkoholu.
Współczesna nauka neguje to podejście, a jednoznaczny głos najważniejszych instytucji zdrowotnych na świecie jest coraz bardziej stanowczy. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) w swoim oficjalnym stanowisku z 2023 roku ucina wszelkie spekulacje:
There is no form of alcohol consumption that is risk-free. Even low levels of alcohol consumption carry some risks and can cause harm.
The level of risk depends on several factors, including the amount consumed, frequency of drinking, the health status of the individual, age, sex, and other personal characteristics, as well as the context in which alcohol consumption occurs.
(„Nie ma bezpiecznej formy spożywania alkoholu. Nawet niewielkie ilości alkoholu niosą za sobą pewne ryzyko i mogą powodować szkody. Poziom ryzyka zależy od kilku czynników, w tym od ilości spożywanego alkoholu, częstotliwości picia, stanu zdrowia danej osoby, wieku, płci i innych cech osobistych, a także od kontekstu, w jakim spożywa się alkohol.”)
Analizując współczesne poradniki dotyczące konsumpcji alkoholu, na przykład takie jak te publikowane w serwisie pijodpowiedzialnie.pl, napotykamy pojęcie „dawki alkoholu, której spożycie stanowi minimalne ryzyko dla organizmu.”
Portal ten, powołał się na badania amerykańskiego instytutu NIAAA i wskazał konkretne limity spożycia alkoholu. Strona umieściła taką informację:
„Alkohol spożywany w umiarkowanych ilościach może mieć pozytywny wpływ na zdrowie fizyczne i psychiczne. Amerykański instytut NIAAA (National Institute on Alcohol Abuse and Alcoholism) przeprowadził badania w celu ustalenia dawki alkoholu, której spożycie stanowi minimalne ryzyko dla organizmu.”
Kto stoi za tym przekazem? Odpowiedź znajdziemy w oficjalnych dokumentach. Inicjatorem i fundatorem kampanii jest Związek Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy (ZP PPS). Jak wynika z korespondencji Związku z Senatem RP (dokument sygn. P9-36/17), jest to kluczowy element strategii samoregulacji branży. Choć w samym piśmie do Senatu pojawia się literówka w adresie strony (portal przywołano jako www.pijodpowiedzialnei.pl), kontekst nie pozostawia złudzeń. Jest to wspólna inicjatywa największych koncernów alkoholowych w Polsce.
Cytat z korespondencji Związku z Senatem RP (dokument sygn. P9-36/17):
„Pan Krzysztof Brzózka […] zapowiedział wypracowanie wspólnie z Polskim Towarzystwem Ginekologów i Położników rekomendacji dotyczących informowania kobiet w ciąży o szkodliwości nawet najmniejszej ilości alkoholu na nienarodzone dziecko”
Branża zapewnia senatorów, że ich strona internetowa (pijodpowiedzialnie.pl) zawiera „pełne informacje na temat szkodliwości spożywania alkoholu”.
Gdy jednak przeanalizujemy treść samej strony, do której branża odsyła w piśmie do Senatu, narracja drastycznie się zmienia. Konsument znajduje tam na przykład informację o korzyściach zdrowotnych picia alkoholu.
W artykule o tytule: „Zalety i ryzyka: Jak umiarkowane spożycie alkoholu wpływa na zdrowie psychiczne i fizyczne”, czytamy:
Badania dowodzą, że spożywanie alkoholu w umiarkowanych ilościach może prowadzić do pewnych psychologicznych korzyści. Efektem takiego picia jest uczucie zmniejszenia stresu i pozbycia się napięcia. Przy niewielkiej ilości alkoholu można się po prostu zrelaksować. Umiarkowane spożywanie alkoholu wpływa także na zdrowie fizyczne. W dłuższej perspektywie takie picie obniża ryzyko wystąpienia choroby wieńcowej oraz chorób układu krążenia.
Jesteśmy w stanie zaobserwować pewien kontrast. W oficjalnej korespondencji z Senatem, producenci, podpierając się autorytetem instytucji państwowych i lekarzy, ówcześnie przyznali medyczny fakt, że każda, nawet najmniejsza ilość alkoholu jest toksyczna. Z drugiej zaś, być może, była to próba udowodnienia, że portal pijodpowiedzialnie.pl jest rzetelnym źródłem wiedzy oraz, że branża „gra w jednej drużynie” z medykami.
Jednak, gdy konsument – niebędący kobietą w ciąży – wchodzi na tę samą stronę, prawda o szkodliwości „każdej ilości” wydaje się zanikać.
Branża spirytusowa na portalu pijodpowiedzialnie.pl podpiera się autorytetem amerykańskiego instytutu NIAAA, sugerując istnienie „dawki alkoholu, której spożycie stanowi minimalne ryzyko dla organizmu”. Jednakże, w obliczu pisma sporządzonego przez dyrektora NIAAA, dr George’a F.Koob z 2023 roku, można poddać to stwierdzenie pod wątpliwość.
„NIAAA recognizes that all levels of alcohol consumption confer some health risk and that recent scientific evidence has undermined support for any positive impact of alcohol on health”
(„NIAAA uznaje, że spożywanie alkoholu w każdej ilości stanowi pewne zagrożenie dla zdrowia, a najnowsze badania naukowe podważają twierdzenia o pozytywnym wpływie alkoholu na zdrowie.”)
W ten sposób branża spirytusowa uznaje naukowe dowody o szkodliwości alkoholu tylko w tak wąskim zakresie, w jakim jest to politycznie konieczne (np. ochrona płodu). W stosunku do reszty społeczeństwa te same fakty medyczne są ignorowane na rzecz promowania mitu o prozdrowotnych właściwościach umiarkowanej konsumpcji alkoholu.
W Senacie portal ten jest przedstawiany jako narzędzie edukacyjne stworzone w trosce o zdrowie. Jednakże pozwala też chronić zyski koncernów przed wprowadzeniem restrykcyjnych etykiet ostrzegawczych na butelkach.
W świetle oficjalnego sprostowania dyrektora NIAAA, dr. George’a Kooba z 2023 roku, który jednoznacznie wskazał, że nowoczesna nauka podważyła tezę o prozdrowotnym działaniu alkoholu, dotychczasowy przekaz kampanii wymaga gruntownej weryfikacji. Trudno bowiem uznać działania edukacyjne za w pełni rzetelne, jeśli w kontaktach z decydentami branża uznaje toksyczność każdej dawki, a w kontakcie z rynkiem promuje limity oparte na nieaktualnych już danych. Ostatecznie rodzi to pytanie o rzeczywisty cel takich kampanii. Czy działania te realnie budują świadomość zdrowotną?