W Iranie trwają masowe demonstracje, które rozprzestrzeniły się z największych metropolii na mniejsze prowincje. Według doniesień lokalnych mediów oraz organizacji pozarządowych, w starciach zginęło kilka osób, w tym co najmniej trzy w prowincji Lorestan, gdzie doszło do ataku na posterunek policji. Choć agencje prasowe zaznaczają, że pełna weryfikacja liczby ofiar jest obecnie utrudniona, doniesienia o starciach i podpaleniach radiowozów napływają z wielu regionów kraju, w tym z konserwatywnego ośrodka religijnego Kom.
Służby bezpieczeństwa zareagowały falą zatrzymań, m.in. w Teheranie, gdzie do aresztów trafiło kilkadziesiąt osób oskarżonych o naruszanie porządku publicznego. Media państwowe informują o ujęciu osób podejrzanych o powiązania z grupami emigracyjnymi. Równolegle władze wprowadziły nadzwyczajne środki prewencyjne: ogłoszono dni wolne od pracy, oficjalnie z powodu niskich temperatur, oraz nakazano uniwersytetom przejście na tryb nauki zdalnej. Zdaniem obserwatorów działania te mają na celu uniemożliwienie konsolidacji środowisk studenckich, które uznawane są za istotny filar ruchu protestacyjnego.
Bezpośrednim impulsem do wybuchu niezadowolenia społecznego stała się trudna sytuacja gospodarcza, zapoczątkowana strajkiem przedsiębiorców po rekordowym spadku wartości irańskiej waluty. Manifestanci, obok postulatów ekonomicznych, wznoszą hasła wymierzone w obecny system polityczny, odwołując się do czasów przed rewolucją islamską. Prezydent Masud Pezeszkian zadeklarował gotowość do rozmów, przyznając jednocześnie, że postępująca dewaluacja riala znacząco ogranicza możliwości rządu w zakresie uspokojenia nastrojów społecznych.