04.11.2024
04.11.2024

Polskie drogi to autostrady

Polskie drogi to autostrady

Wypadki drogowe są codziennością na polskich drogach, wszak trudno się dziwić, gdy o wypadek nie jest wcale trudno. Co więcej, wypadki są powszechne wszędzie tam, gdzie odbywa się ruch, nic w tym odkrywczego. Wypadki drogowe mogą być powodowane przez kierowców, jak i również pieszych czy rowerzystów. Czynnik ludzki jest częstym powodem kolizji i zdarzeń drogowych, ale zdarzyć się może sytuacja, gdy to warunki atmosferyczne, stan infrastruktury czy też samego pojazdu będzie mieć pośredni lub bezpośredni wpływ na wystąpienie zagrożenia na drodze.

Nie zawsze jesteśmy w stanie przewidzieć, że może zdarzyć się incydent na drodze. Niesprzyjające warunki atmosferyczne takie jak mgła, ciemność czy oślepiające słońce są bezpośrednim zagrożeniem, które ma realny wpływ na osobę kierującą pojazdem, jej percepcję, pole widzenia i zdolność do oceny odległości czy dostrzegania na przykład dzikiej zwierzyny, która kręci się w okolicy drogi lub na samej drodze. Nie każdy z nas jest mechanikiem, ciężko więc uchronić się przed różnymi nieoczekiwanymi usterkami pojazdu, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia, a które mogą doprowadzić do tragedii. Bo jak ustrzec się przed wystrzałem opony przy znacznej prędkości? Inni uczestnicy ruchu oraz ich nieoczekiwane i nierzadko nieracjonalne zachowania również nie są zależne od osoby kierującej pojazdem, która to musi myśleć de facto za innych, przewidywać, co mogą zrobić inni uczestnicy ruchu oraz błyskawicznie reagować w razie niebezpieczeństwa. Kierowca nie w każdej sytuacji ma realne szanse na właściwie szybką reakcję, zwłaszcza gdy niedogodności i zagrożenia środowiskowe, techniczne i te wynikające z obecności innych uczestników ruchu nakładają się na siebie w czasie.

Chciałbym jednak podejść do problemu wypadków na polskich drogach od trochę innej strony, gdyż skupię się na jednym, konkretnym czynniku, który wielu osobom imponuje, nierzadko wzbudza respekt i podziw, a w samych kierowcach poczucie dowartościowania – prędkości, wszak stwierdzenie, że Polska to jeden wielki tor wyścigowy jest gorzkim obrazem naszych realiów.

Każdy kierowca czasami łamie przepisy drogowe – ciężko z tym stwierdzeniem dyskutować. Komu nie zdarzyło się nagiąć przepisów, niech pierwszy rzuci kamieniem. Istnieje jednak różnica między przekraczaniem przepisów (co oczywiście również godne jest refleksji i nie powinno mieć miejsca) a drastycznym i szalonym łamaniem prawa drogowego. Jazda z absurdalnie wysokimi prędkościami nie ma absolutnie żadnego uzasadnienia w przepisach i prawie, jest natomiast oznaką kompletnej ignorancji dla bezpieczeństwa innych uczestników ruchu oraz wskazuje na egoizm podszyty chęcią zaimponowania. Nasuwa się pytanie, cóż tak imponującego jest we wciśnięciu gazu do dechy? Jakie pokłady rozsądku i wyobraźni trzeba mieć, aby nie dostrzegać absurdalnie groźnych konsekwencji takiej jazdy?

No dobrze, ale zastanówmy się, z czego może wynikać taki stan rzeczy – dlaczego kierowcy ignorują przepisy i błędnie traktują drogi jak tory wyścigowe?Tak naprawdę jeden z czynników już opisałem, jest to krótko mówiąc mentalność kierowców, pod wpływem której traktują oni prędkość jako wyznacznik prestiżu czy też o ironio – umiejętności za kółkiem. Z czego może to wynikać? Prawdopodobnie z przekonania, że ograniczenia prędkości są „dla słabszych” więc można je naginać.

Drugim czynnikiem stan rzeczy jest polskie prawo, które cechuje brak odpowiednich kar oraz niewystarczające społeczne przyzwolenie na walkę z tym zjawiskiem. 

Tragedie na polskich drogach powinny skłaniać do refleksji i prowadzić do zmian, a przede wszystkim do egzekwowania prawa. W Polsce konieczne są zmiany, które niejako zmusiłyby kierowców do jazdy z przepisową prędkością. Niestety, obecnie żadne takie rozwiązania nie działają skutecznie.

W naszym kraju zbliżanie się do fotoradaru przypomina zbliżanie się do obszaru skażonego radioaktywnie. Fotoradar jest jak reaktor jądrowy – kierowcy zbliżając się, panicznie zwalniają, tylko po to, by po minięciu “skażonego obszaru” móc znów dać gaz w podłogę i łamać przepisy. Realia są takie, że raz na jakiś czas, gdy za rogiem stoi fotoradar, wszystko miga na czerwono, a z telefonu dobiega ostrzeżenie: FOTORADAR – trzeba zwolnić, choćby tylko na chwilkę, aby uchronić się od odpowiedzialności.

Media ochoczo podnoszą temat bezpieczeństwa na polskich drogach dopiero gdy wydarzy się tragedia, a oczy Polaków kierują się właśnie na daną sprawę, ale czy naprawdę musi dochodzić do tragedii aby bić na alarm? I dlaczego w zasadzie nie ma to żadnego przełożenia na bezpieczeństwo polskich dróg?

We wrześniu 2023 roku pod Łodzią, na autostradzie A1, doszło do tragicznego wypadku, w wyniku którego zginęła 3-osobowa rodzina – rodzice oraz ich 5-letni syn. Sprawcą wypadku był kierowca BMW, Sebastian Majtczak, który po przesłuchaniu w charakterze świadka przez prokuratora ze Śląska zbiegł za granicę. Warto podkreślić, że prokurator nie wydał zakazu opuszczania kraju. Obecnie Majtczak od ponad roku przebywa w Dubaju, a władze państwowe nie są w stanie sprowadzić go do kraju, by postawić Majtczaka przed wymiarem sprawiedliwości.

Media swego czasu bardzo ochoczo rozpływały się nad tą sprawą, dyskusja wrzała, a wydawało się, że być może wreszcie zmieni to pogląd ludzi na problem całego zjawiska. Niestety, gdy kurz już opadł, większość zapomniała, media ucichły i standardowo – nic się nie zmieniło. Przykładów innych „medialnych” zdarzeń drogowych jest cała masa, ale ten konkretny pokazuje, jak bardzo nieudolne są władze w kontekście sprawy. 

Wracając, w Polsce ekstremalnie szybka jazda wcale nie stanowi dla wielu ludzi, w tym celebrytów skazy na wizerunku – nie jest powodem do wstydu, linczu ani napiętnowania ów zachowania w przestrzeni internetowej, no chyba że ktoś już zamorduje trzyosobową rodzinę i musi chować się za granicą. Niestety przykład Majtczaka jest odzwierciedleniem przytoczonej myśli.

Problem nie zniknie, dopóki ludziom będzie imponowało “dawanie gazu do dechy”, nie zniknie, dopóki nie zajdą zmiany w prawie, nie zostaną wprowadzone takie zmiany, które zmuszą kierowców do przepisowej jazdy. 

Jazda z prędkościami wielokrotnie przekraczającymi tą dozwoloną jest oznaka nie tylko brawury i braku wyobraźni, ale jest też poważną oznaką deficytów intelektualnych. Dbajmy o nasze wspólne bezpieczeństwo i nie gódźmy się na taką jazdę -pokazujmy, że nie ma na to przyzwolenia.

Stawiamy na transparentność i profesjonalizm. Korzystamy ze zróżnicowanego finansowania, w tym z dotacji, aby budować silne media obywatelskie.

Fundamentem naszej wolności słowa pozostają jednak darowizny od Was. Wspólnie tworzymy rzetelne dziennikarstwo. Twoja wpłata to bezpośrednia inwestycja w prawdę i merytoryczną walkę z dezinformacją.

Hej! To też może Cię zainteresować!

We wtorek, 20 stycznia, podczas posiedzenia Nadzwyczajnej Komisji ds. Ochrony Zwierząt, przedstawicielki świata show-biznesu, Dorota „Doda” Rabczewska oraz Małgorzata Rozenek-Majdan, przedstawiły postulaty dotyczące poprawy bytu czworonogów w Polsce. Spotkanie skupiło się na problematyce tzw. „patoschronisk” oraz lukach prawnych w systemie opieki nad bezdomnymi zwierzętami. Obecność znanych aktywistek miała na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej oraz parlamentarzystów na konieczność pilnych zmian legislacyjnych.

Przed siedzibą Parlamentu Europejskiego w Strasburgu trwa dwudniowa manifestacja rolników, zorganizowana w odpowiedzi na podpisanie porozumienia handlowego między Unią Europejską a krajami Mercosur. W stolicy Alzacji zgromadziły się tysiące producentów rolnych, w tym liczna delegacja z Polski, a także przedstawiciele z Francji, Niemiec, Czech czy Grecji. Protestujący, którzy zablokowali okoliczne ulice setkami traktorów, domagają się wstrzymania wejścia w życie przepisów ułatwiających wymianę towarową z Ameryką Południową.

Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę budżetową na rok 2026, kończąc kilkudniowe spekulacje dotyczące jego decyzji. Dokument, przyjęty przez Sejm z poprawkami Senatu 10 stycznia, został jednocześnie skierowany do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej. Głowa państwa argumentowała swoją decyzję chęcią zachowania stabilności i przewidywalności funkcjonowania państwa, zaznaczając przy tym, że brak podpisu nie rozwiązałby bieżących problemów politycznych.

Przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa zapowiedział zwołanie nadzwyczajnego szczytu unijnych przywódców w reakcji na ostatnie deklaracje Donalda Trumpa dotyczące Grenlandii. Powodem mobilizacji Brukseli są zapowiedzi prezydenta USA o nałożeniu ceł na kraje europejskie (m.in. Danię, Francję i Niemcy), które utrzymują obecność wojskową na wyspie. Trump argumentuje, że przejęcie kontroli nad Grenlandią jest kluczowe dla bezpieczeństwa narodowego USA, by zapobiec ewentualnym wpływom Rosji i Chin w tym regionie.

Biały Dom potwierdził, że zapowiedziane przez państwa europejskie ćwiczenia wojskowe na Grenlandii nie wpłyną na plany administracji Donalda Trumpa dotyczące pozyskania wyspy. Rzeczniczka prasowa, Karoline Leavitt, zadeklarowała, że priorytety prezydenta pozostają niezmienne, a dążenie do przejęcia terytorium jest motywowane interesem bezpieczeństwa narodowego USA. Zapowiedziano jednocześnie, że dialog techniczny w tej sprawie będzie kontynuowany w ramach specjalnych grup roboczych, spotykających się regularnie co dwa lub trzy tygodnie.

W miastach występuje roztapiający się śnieg i mróz na chodnikach, a na politycznej scenie panuje burza z gradem. Na językach pojawiła się Polska2050, która jako drogę do zwycięstwa w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych obrała ścieżkę: zróbmy wewnętrzną reformę, nie przygotowując się technicznie.

Rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow, oficjalnie potwierdził stanowisko Rosji, uznające Grenlandię za integralną część Królestwa Danii. Komentując rosnące napięcie wokół wyspy, określił obecną sytuację jako bezprecedensową z punktu widzenia prawa międzynarodowego. Deklaracja ta jest odpowiedzią na postulaty prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczące przejęcia kontroli nad tym terytorium, co Pieskow ocenił jako działanie wykraczające poza standardowe ramy dyplomatyczne.

Polska administracja poinformowała o udaremnieniu grudniowych prób cyberataku na krajową sieć energetyczną. Celem działań dywersyjnych były lokalne jednostki, w tym dwie elektrociepłownie oraz systemy zarządzania energią z odnawialnych źródeł (OZE). Według oficjalnych komunikatów rządowych, dzięki sprawnej reakcji służb i systemów zabezpieczających, infrastruktura krytyczna nie została naruszona, a ryzyko wystąpienia przerw w dostawach energii (blackoutu) zostało całkowicie wyeliminowane.

W wywiadzie dla agencji Reuters prezydent Donald Trump przedstawił swoją ocenę sytuacji na froncie ukraińskim, wskazując na gotowość Władimira Putina do podjęcia rozmów pokojowych. Według amerykańskiego przywódcy głównym wyzwaniem w procesie dyplomatycznym pozostaje obecnie stanowisko Wołodymyra Zełenskiego. Trump zaznaczył, że doprowadzenie do porozumienia będzie wymagało przekonania ukraińskiego prezydenta do udziału w negocjacjach, jednocześnie oceniając, że Ukraina wykazuje obecnie mniejszą skłonność do kompromisu niż strona rosyjska.

Incydent w Szkole Podstawowej w Kielnie błyskawicznie stał się tematem debaty. Do zdarzenia miało dojść 15 grudnia 2025 r. podczas lekcji języka angielskiego. W centrum medialnych wpisów stanęła nauczycielka, oskarżona o wyrzucenie krzyża do śmieci. Kobieta jednak przerwała milczenie, tłumacząc, że padła ofiarą manipulacji, a spór o wiarę został sztucznie wywołany wokół „zabawki”. Zobaczmy jak łatwo szkolny incydent może stać się narzędziem w politycznej walce.