Niewielkie, liczące niespełna 25 tys. mieszkańców Kłodzko zazwyczaj kojarzy się ze spokojem i turystycznym urokiem. Ostatnie wydarzenia obnażyły jednak inną, znacznie trudniejszą rzeczywistość, z którą musi zmierzyć się lokalna społeczność. To stamtąd pochodzi 45-letni Przemysław L., który dwa tygodnie temu został skazany na 25 lat pozbawienia wolności m.in. za przestępstwa seksualne wobec osób małoletnich i zwierząt.
W centrum uwagi znalazła się jednak nie tylko sylwetka głównego sprawcy, ale również jego żona – Kamila L. (w niektórych mediach funkcjonująca jako Kamila W.). Kobieta nie udzieliła pomocy swojej małoletniej córce, a sąd pierwszej instancji uznał ją za winną współudziału w przestępstwach. Sprawa ta, choć z natury kryminalna, nabrała również wymiaru politycznego ze względu na dawną aktywność Kamili L. w strukturach Koalicji Obywatelskiej na Dolnym Śląsku.
Wyrok dla Przemysława L.
Tydzień przed skazaniem żony, Sąd Okręgowy w Świdnicy wymierzył 45-letniemu Przemysławowi L. karę 25 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna został uznany winnym wszystkich 26 postawionych mu zarzutów. Obejmowały one m.in. wykorzystywanie seksualne osób poniżej 15. roku życia, narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu poprzez podawanie substancji odurzających, znęcanie się nad zwierzętami oraz utrwalanie treści pornograficznych.
Pokrzywdzonych w sprawie jest wiele, jednak głównymi ofiarami miały być zwierzęta (głównie psy) oraz małoletnia pasierbica sprawcy – córka Kamili L. z poprzedniego związku.
Przemysław L. został zatrzymany w styczniu 2023 r. w Szwecji, a osiem miesięcy później przekazano go polskim organom ścigania, po czym trafił do aresztu. Śledztwo prowadził międzynarodowy zespół polsko-szwedzki. W reportażu wyemitowanym wczoraj na Kanale Zero, pasierbica skazanego opowiedziała o piekle, przez które przeszła. Z jej relacji wynika, że ojczym odurzał ją i usypiał, a w domu i w jej telefonie miał zainstalować podsłuchy.
Stosował również manipulację, wmawiając ofierze, że „sama to wszystko zaczęła”. Kobieta wyraziła żal, że sprawca nie otrzymał kary dożywotniego pozbawienia wolności – umożliwiłaby to nowelizacja kodeksu karnego z 1 października 2023 r., jednak postępowanie w tej sprawie rozpoczęło się jeszcze przed wejściem przepisów w życie. Mimo ogromnej traumy, pokrzywdzona zdała maturę i rozpoczęła studia, choć dramatyczne doświadczenia na pewno na zawsze pozostawią ślad na jej psychice.
Rola Kamili L. w ustaleniach śledczych
Wobec ciążących na niej zarzutów, Kamila L. przyjęła linię obrony opartą na twierdzeniu, że sama była ofiarą męża. Mimo to Sąd Okręgowy w Świdnicy skazał ją niedawno nieprawomocnym wyrokiem na 6,5 roku więzienia za przestępstwa seksualne, w tym akty zoofilskie.
W wywiadzie udzielonym portalowi Salon24 (którego publikację w całości kobieta zablokowała, pozwalając jedynie na udostępnienie fragmentów) oskarżona stwierdziła, że krążące w internecie informacje są „niesprawiedliwe”. Zadeklarowała również, że nie zamierza opuszczać Kłodzka i będzie dążyć do udowodnienia swojej niewinności przed sądem wyższej instancji.
Jakub Pilarek z Radia Wnet ustalił, jakie kroki w tej sprawie podjęły organy państwa. W 2024 roku sąd rodzinny ustanowił nadzór kuratora nad sposobem wykonywania władzy rodzicielskiej kłodzczanki, jednak dzieci zostały przy matce.
Tymczasem dziennikarz Marcin Torz w reportażu na Kanale Zero poinformował o skali zgromadzonego materiału dowodowego. Obejmuje on ponad 600 gigabajtów zdjęć i nagrań z udziałem dzieci, zwierząt, Przemysława L., a także samej Kamili L. Z relacji dziennikarza wynika również, że obciążenie psychiczne związane z analizą tych drastycznych materiałów zmusiło jednego z pracujących przy sprawie policjantów do skorzystania z pomocy psychologicznej.
Echa na polskiej scenie politycznej
Choć wizerunek i nazwisko Kamili L. są w mediach cenzurowane, opinia publiczna szybko powiązała ją z lokalnymi strukturami Koalicji Obywatelskiej, którą kobieta wspierała jeszcze podczas kampanii samorządowej w 2024 roku. Ten fakt nadał zbrodni silny kontekst polityczny. W mediach społecznościowych zyskał na popularności hashtag #PedofiliaObywatelska, pod którym internauci oskarżają partię rządzącą o moralną kompromitację i tolerowanie patologii we własnym środowisku.
Pojawiły się również zarzuty pod adresem największych mediów liberalnych (takich jak TVN, Onet czy „Gazeta Wyborcza”), które początkowo miały rzekomo marginalizować ten temat w celu ochrony wizerunku ugrupowania. Zwolennicy KO odpierają te ataki, wskazując na przypadki tuszowania pedofilii w Kościele oraz afery z udziałem polityków prawicy.
Prawicowi komentatorzy i politycy domagają się konsekwencji wobec wicemarszałkini Sejmu z ramienia KO, Moniki Wielichowskiej, która współpracowała z Kamilą L. na szczeblu lokalnym.
Pojawiły się żądania jej dymisji i złożenia wyjaśnień. W obronie Wielichowskiej stanął Marszałek Sejmu RP Włodzimierz Czarzasty, który uznał łączenie wicemarszałkini z tą sprawą za nadużycie, podkreślając, że od oceny przestępstw są prokuratura i sądy.
Głównym punktem zapalnym pozostaje kwestia obecności Kamili L. w strukturach partyjnych już po rozpoczęciu wobec niej działań śledczych. Maciej Awiżeń, szef lokalnych struktur KO w powiecie kłodzkim, opublikował oświadczenie, w którym odciął się od skazanej nieprawomocnie kobiety, zaznaczając, że nie figuruje ona w strukturach partii od ponad dwóch lat.
Póki co wydaje się to prawdą, ponieważ w internecie można znaleźć materiały świadczące o jej aktywnym zaangażowaniu w działalność lokalną w latach 2023–2024, w tym zdjęcia u boku Moniki Wielichowskiej czy obecnego ministra koordynatora ds. służb specjalnych Tomasza Siemoniaka. Sam minister odciął się od sprawy, tłumacząc, że w trakcie kampanii wyborczych spotyka się z setkami osób i nie utrzymywał ze skazaną żadnych bliższych relacji.
Podsumowanie
Sprawa z Kłodzka, będąca w pierwszej kolejności ogromną, niewyobrażalną tragedią ofiar, po raz kolejny pokazuje, jak szybko ludzkie cierpienie może stać się narzędziem w bezpardonowej walce politycznej. Obnaża ona również głęboką polaryzację polskich mediów i społeczeństwa, gdzie ocena i nagłośnienie najcięższych przestępstw nierzadko zależą od legitymacji partyjnej sprawców lub osób z nimi powiązanych. W centrum tego polityczno-medialnego sporu pozostaje jednak dramat osób małoletnich, których krzywda nigdy nie powinna stanowić oręża do partyjnych rozliczeń.