Sejm podjął ostateczną decyzję w sprawie głośnej nowelizacji Kodeksu postępowania karnego, znanej szerzej jako lex kibic, jednak koalicja rządząca nie zdołała odrzucić weta prezydenta Karola Nawrockiego. Do przełamania prezydenckiego sprzeciwu zabrakło dokładnie dwudziestu głosów, co oznacza, że jedna z najbardziej wyczekiwanych reform wymiaru sprawiedliwości trafia obecnie do kosza. Ustawa miała wprowadzić istotne zmiany w zakresie stosowania tymczasowego aresztowania oraz zakazać wykorzystywania nielegalnie zdobytych dowodów, co zdaniem projektodawców miało ukrócić wieloletnie nadużycia i wzmocnić gwarancje obywatelskie w starciu z aparatem państwowym.
Sytuacja ta wywołała ogromne poruszenie nie tylko w ławach poselskich, ale przede wszystkim na stadionach, gdzie kibice wielu klubów otwarcie wyrażali swoje niezadowolenie z postawy głowy państwa. Fani Motoru Lublin czy Cracovii wywieszali transparenty oskarżające prezydenta o zapomnienie o swoich wyborcach i akceptowanie systemu pozwalającego na „areszty bez dowodów”. Ten nietypowy konflikt sprawił, że Karol Nawrocki znalazł się w ogniu krytyki ze strony środowisk tradycyjnie postrzeganych jako jego naturalne zaplecze, co nadało całej sprawie unikalnego i dość osobliwego charakteru na polskiej scenie politycznej.
Premier Donald Tusk skomentował wynik głosowania z wyraźną dozą ironii, określając całą sytuację jako „upiorny pojedynek” między prezydentem a kibicami, który obnażył głębokie pęknięcia w obozie konserwatywnym. Choć rządowi nie udało się przeforsować zmian, szef rządu sugeruje, że to prezydent poniesie największy koszt wizerunkowy tej decyzji wśród własnego elektoratu. Z kolei kancelaria prezydenta niezmiennie argumentuje, że weto było podyktowane wyłącznie troską o bezpieczeństwo obywateli i skuteczność państwa w walce z najgroźniejszą przestępczością, co ostatecznie zamyka obecny etap walki o nową procedurę karną.